Bielecki: Zawodnicy to dla mnie pacjenci

2011-12-08 14:29:35
3 komentarzy
qwe

Doktor Aleksander Bielecki niedawno przebywał z reprezentacją Polski w Japonii, gdzie czuwał nad siatkarzami podczas rozgrywek Pucharu Świata. Do Sopotu wrócił dopiero we wtorek i już opiekuje się drużyną Atomu Trefla Sopot.

Tomasz Wolfke: - Doszedłeś już do siebie po tak dużych różnicach czasu?
Aleksander Bielecki: - Jeszcze nie. Jestem tu dopiero od wtorku, od 5 rano.


- Pracowałeś z kadrą podczas turnieju o Puchar Świata. Skończył się turniej, a zatem twoja rola chyba także definitywnie się kończy.
- Tak nie do końca… Staram się mieć kontakt z fizjoterapeutami, przekazać im wszystko, co wiem o stanie zdrowia zawodników. Jeśli miejscowy specjalista nie radzi sobie z wyleczeniem danego sportowca, staram się polecić kogoś dobrego z okolic. Niemniej zawodnicy także są informowani co mają robić, by uniknąć takich urazów.


- Na jakim poziomie jest ta ich samoświadomość?
- Wydaje mi się, że z wiekiem i czasem wzrasta.


- Wróćmy jeszcze na chwilę do kadry, jesteś zatrudniony w kadrze przez pół sezonu, ale pracujesz praktycznie przez cały.
- Tak, ale mnie to cieszy. Jeśli teraz sobie poszczególnych zawodników „wyprowadzę”, to później nie będziemy mieli problemów zdrowotnych.


- Zostają zatem pod twoją opieką przez mniej więcej pół sezonu. Kiedy grają w klubach nie masz z nimi kontaktu?
- Czasem do mnie przyjeżdżają indywidualnie – nawet tu, do Sopotu. Niekiedy nawet jak jedziemy z dziewczynami gdzieś w Polskę na mecz ligowy, przyjeżdżają tam, gdzie akurat jestem, a im jest również bliżej.


- I nie masz nic przeciwko?
- Nie, bo to mi ułatwia pracę później.


- Czyli twoja praca jest – w pewnym sensie – podobna do pracy trenera: musisz wyrównać tych wszystkich zawodników na różnym poziomie przygotowania.
- Zdecydowanie tak. Widzisz, chyba najszczęśliwszym momentem był dla mnie ten, kiedy wyszedłem na ostatni mecz w Japonii i miałem wszystkich zawodników zdrowych, niezmęczonych. Na jedenastym meczu Pucharu Świata. To oznacza, że ten okres przygotowawczy dobrze się ułożył.


- To ogromne obciążenie dla organizmu sportowca – rozegrać jedenaście meczów w szesnaście dni. Zwłaszcza, że wielu spośród siatkarzy występowało w każdym z tych spotkań.
- Jest to duże obciążenie dla organizmu siatkarzy, a dla mnie i całego staffu duże wyzwanie. Nasza praca polega przede wszystkim na tym, by dobrze tę opiekę prowadzić.


- Możesz przyrównać Puchar Świata do poprzednich wyjazdów? Były jakieś różnice, na przykład organizacyjne?
- Najważniejsza było sprężanie się jeśli chodzi o pracę. Te mecze były dzień po dniu, później dzień przerwy i znów trzy grania. Trzeba było się trochę postarać, by siatkarze byli jak najświeżsi.


- W dniach meczów mieliście jeszcze treningi?
- Tak. Brały w nich udział osoby, które nie grały wcześniej. Mieliśmy dla chłopaków ćwiczenia rozciągające, żeby przygotować ich do meczu, który odbywał się za parę godzin.


- Jechaliście na treningi do głównej hali, czy trenowaliście na pomniejszych obiektach?
- Tydzień wcześniej byliśmy w Nagoi, żeby się zaaklimatyzować i tam trenowaliśmy na innych halach. Trening na dzień przed meczem zawsze odbywa się w głównej hali meczowej.


- Jakie odległości mieliście do pokonania z hotelu do hali?
- W Tokio było bliziutko, około 20-30 minut, choć przy natężonym ruchu zdarzało się i godzinę. Na początku turnieju dojeżdżaliśmy na miejsce meczu w około godzinę.


- Czyli podróże z miejsca w miejsce nie były takie złe… A patrząc z twojego punktu widzenia jak ciężka jest to praca? Ile godzin dziennie w niej spędzasz?
- Ciężko tak określić… Jedni zawodnicy przychodzą do mnie nieco wcześniej, drudzy później. W Japonii zwykle kończyłem pracę około 2:00 w nocy, czasem 3:00, w zależności od tego, co było na rzeczy. Wiele też zależało od godziny meczu – jeśli kończył się o 22:00, pracowałem nawet do rana.


- Około 18 godzin na dobę…
- No, tak by wypadało…


- Jak sobie radziłeś z takim brakiem snu? Była możliwość odespania tego zmęczenia?
- Jedynie w autobusie w drodze na halę.


- Jesteś jedynym fizjoterapeutą czuwającym nad kadrą?
- Nie, mam do pomocy zawsze jednego masażystę. „Wymusiłem” na PZPS to, że gdy jest okres przygotowawczy i siedzimy w Spale, przyjeżdżają wolontariusze, żeby się uczyć. Te osoby zawsze pomagają w robieniu masaży – podobnie zresztą jak tu, w Atomie Treflu Sopot, są dwie dziewczyny, które przychodzą i chcą się uczyć.


- Czyli na Pucharze Świata było was do masażu dwóch na czternastu wyczynowych sportowców.
- Terapia nie opiera się tylko na masażu – to jeden z elementów przygotowania zawodników. Ci ludzie mają ponad 2 metry wzrostu. Przez to podczas podróży w samolocie zawsze się trochę „poskręcają”. Takie przeloty zawsze są bardzo dużym obciążeniem dla organizmu pod kątem narządów ruchu. Jeśli nie przypilnuje się tego, by od razu interweniować przy tych „skręceniach”, dysfunkcje w obrębie stawu postępują. To z kolei skutkuje kolejnymi problemami. Dlatego wolę wychodzić naprzeciw takim okolicznościom i zawsze po przyjeździe na miejsce idę do każdego sportowca i zapraszam do siebie do gabinetu. Taki sposób prewencji daje mi komfort pracy, bo nie ma później kontuzji.


- Czy w Japonii występ któregoś z zawodników był zagrożony ze względu na kontuzję?
- Teoretycznie tak. Zrobiliśmy jednak wszystko, by uraz go nie wykluczył. Mówię o Michale Kubiaku, który na pierwszym treningu w Nagoi wybił sobie dość poważnie palec i trzeba było go nastawiać. Poza tym były jedynie jakieś drobne naciągnięcia, które  zawsze się zdarzają.


- Na początku była jeszcze kwestia Bartka Kurka i tego, jak szybko dojdzie do siebie.
- Bartek miał kontuzję barku, a wcześniej także kręgosłupa i kolana. Po trzech zabiegach było już całkiem nieźle – w poniedziałek, gdy do mnie przyjechał, ledwo mógł chodzić, a we wtorek wznowił treningi.


- Czyli spokojnie możesz powiedzieć, że udało ci się ich wszystkich tak wyprowadzić, że nikt nie był wykluczony z meczu ze względów zdrowotnych.
- Zgadza się.


- Mówiłeś, że terapia nie opiera się tylko na masażu. Co jeszcze jest ważne w przygotowaniu zawodników do gry?
- Bardzo ważna jest suplementacja. Mięśnie są bardzo eksploatowane, a więc muszą mieć czas oraz możliwość na regenerację. W tym celu muszą być odpowiednio nasączone.


- Jest różnica w suplementacji mężczyzn i kobiet?
- Niewielka, ale jest. Dziewczyny mają więcej rezerwy do brania tej, jak to nazywają, chemii. To nie jest do końca prawda – podajemy im suplementy diety, które są im naprawdę niezbędne. Mięsień musi mieć energię, żeby pracować. Jeśli pije się tylko wodę, a obciążenie jest duże, to organizm na tym cierpi ze względu na ubytek płynów itp.


- Naszym siatkarkom suplementy podawane są tylko podczas treningów, czy muszą je przyjmować także w domach?
- W klubie dostają je codziennie na treningach. Jeśli jesteśmy przed meczem, po pierwszym treningu dostają je do picia w domu. Jeśli tak by nie było to – jak wspomniałem – organizm cierpi, mięśnie się zrywają.


- O tym, czym nasączacie mięśnie i w jakich ilościach decydujesz ty czy lekarz?
- Ja. Lekarz jest potrzebny dopiero wtedy, gdy dzieje się coś poważniejszego.


- A jesteś w stanie zdiagnozować zawodnika bez wcześniejszego zrobienia na przykład zdjęcia rentgenowskiego?
- Poprzez objawy… Dotychczas udawało mi się wyciągać dobre wnioski i dostosować odpowiednią terapię.


- Ani razu się nie pomyliłeś?
- Nie. Zawsze – jeśli trzeba – konsultuję się także z lekarzem. W razie potrzeby można także wykonać rezonans. Nie jest przecież tak, że człowiek wszystko wie. Pomagam sobie poprzez porady innych specjalistów. Każdy z nas cały czas się uczy czegoś w swojej dziedzinie. Ja tym bardziej.


- Z tego, co mówisz, wynika, że będąc doktorem fizjoterapii zajmujesz się całościowo kwestią sprawności zawodników – zarówno od strony prewencji, przygotowania do gry, leczenia urazów, wyprostowania po podróżach…
- W klubach też są ludzie, którzy zajmują się przygotowaniem fizycznym. Muszę natomiast przykładać dużą wagę do wspomnianej prewencji, bo ilość asymetrycznych ruchów stawów w siatkówce, gdzie na przykład prawą ręką się zagrywa i atakuje, powoduje różne rotacje i skręcenia. To wszystko trzeba doprowadzić do układu pierwotnego.


- A miewasz pacjentów spoza siatkówki?
- Tak. Czasem bywają u mnie sportowcy, z którymi wcześniej pracowałem przy lekkoatletyce, jeszcze w związku. Dużo razem jeździliśmy, spędzaliśmy mnóstwo czasu wspólnie podczas obozów trwających czasem nawet dwa miesiące. Pracuję z Anną Rogowską, Moniką Pyrek czy Piotrem Małachowskim. Dawniej z nieżyjącą już Kamilą Skolimowską.


- Poza nimi reprezentacja Polski nie jest jedynym siatkarskim zespołem, z jakim miałeś styczność.
- Rzeczywiście – pracuję, jak mówisz, z chłopakami w kadrze, a wcześniej w klubie. Z dziewczynami w klubie, a także w reprezentacji, z którą byłem nawet na igrzyskach w Pekinie. To był szalony okres – byłem w Szczyrku i przygotowywałem kadrę do zawodów, a kiedy kończyłem z nimi pracę, przychodzili do mnie później jeszcze piłkarze ręczni. Na igrzyskach doszła jeszcze lekkoatletyka, ciężarowcy…


- Wtedy, a także teraz, obowiązki, o których mówisz, nie kolidują ze sobą?
- Nie, zupełnie nie. Ja tych ludzi traktuję jak swoich pacjentów.


- Z twojego punktu widzenia jest jakaś istotna różnica w pracy z chłopakami i dziewczynami?
- Jak wspomniałem, wszystkich ich tratuję jak pacjentów i staram się nie wychodzić poza te ramy. Dziewczyny mają może jedynie łagodniejsze usposobienie, ale przyznam, że nigdy nie miałem z nikim konfliktów. Płeć nie ma także wpływu na kontuzjogenność zawodników. Przychodzą do mnie osoby z różnych klubów, a tam jest różna opieka.


- Ani w sopockim klubie, ani w reprezentacji nie ma psychologa. To twoim zdaniem dobrze czy źle?
- Hm… Powiem tak: właśnie rozpocząłem studia psychologii sportu.


- Robisz to dla siebie czy z konieczności?
- Dla siebie. Zawsze marzyłem o tym, żeby coś działać w temacie psychologii i akurat udało mi się dostać na ten kierunek tu, w Gdańsku. Po drugie jeśli ma się zawodników pod opieką przez cały czas, to i kontakt jest między nami dobry. Zobaczymy co z tego wyjdzie.


- Czyli czujesz, że czasem jesteś dla swoich pacjentów także psychologiem?
- Tak. Przy wykonywaniu mojej pracy poruszamy często wiele aspektów. Wiadomo, że jeśli zabieg trwa 1,5 godziny, to o czymś rozmawiamy. Jeśli Bartek [Kurek] w ciągu dnia ma u mnie załóżmy dwie sesje zabiegów po cztery godziny, to nie jest przecież tak, że nie odzywamy się do siebie.


- Do bardzo absorbującej pracy doszły zatem jeszcze studia. Jak to się ma wobec twojego życia osobistego? Musisz rzadko bywać w domu.
- Tak, ale nie narzekam. Ktoś, kto jest ze mną, godzi się na to, co robię w tej chwili. Żona i córeczka są ze mną tu, w Trójmieście.


- Sądzisz, że zostaniecie tu na dłużej?
- Chciałbym. Jeśli będzie opcja przedłużenia kontraktu, bardzo chciałbym zostać. Tym bardziej, że człowiek cały czas się rozwija.




Rozmawiał - Tomasz Wolfke.


Zaloguj się aby dodać komentarz:

Bielecki jest dobry i ma renomę, ale na pewno jest masa innych równie dobrych fachowców. Nawet jeśli nie w Polsce, to za granicą. Budżet kadry siatkarek może nie powala na kolana, ale znowu nie sądzę, żeby zarobki Bieleckiego, czy innego specjalisty o podobnych umiejętnościach przekraczały możliwości finansowe, którymi dysponuje trener. Wystarczy chcieć.
Maciekw
2011-12-08 21:22:01

Mnie ciekawi inna rzecz - studia z psychologii sportu. Zastanawiam się, czy nowa wiedza doktora Bieleckiego zostanie wykorzystana w przyszłości i czy będzie to miało jakieś przełożenie w jego pracy z zawodniczkami i zawodnikami. Jak widać na załączonym obrazku Bonitta wiedział jak sobie dobrać sztab (Bielecki był w kadrze za jego czasów), następni trenerzy juz jakoś nie bardzo się orientowali w tym temacie.
estranged
2011-12-08 19:45:31

Szkoda, że nie może zająć się żeńską kadrą, może 3/4 kadry nie miałoby kontuzji a suplementy i inne takie nie byłyby podawane po 3 miesiącach, po interwencji lekarzy..no ale wiadomo, żeńska kadra musi znać swoje miejsce w szeregu, musi się także uodpornić na kontuzje, a zawodniczki powinny się nauczyć jak tu być "samo-regenerowalnymi" organizmami, bo na dobrego lekarza czy fizjo liczyć nie mogą. Dobrze, że chociaż zawodniczki Atomu mają komfort psychiczny (i fizyczny) jeśli chodzi o stan ich organizmów:)
jinjer
2011-12-08 18:17:46

« Poprzednia 1 Następna »

Ostatnio dodane

Zagraniczne

Polskie

English version

Transfery

Felietony

Tłumaczenia

Współpracujemy

Znajdź nas na:

Reklama z blokaut.net:

Nasza witryna wykorzystuje Cookies


Witryna wykorzystuje cookies w celu poprawnej realizacji dostarczanych usług i informacji oraz w celach gromadzenia anonimowych informacji statystycznych, dotyczących używania serwisu przez użytkowników.
Kontynuując przeglądanie serwisu bez zmian ustawień przeglądarki akceptujesz zapisywanie plików cookies.

X