Nagonka na kibiców Resovii - czy słuszna?

2011-10-14 17:46:05
0 komentarzy
qwe

W środę klub z Podkarpacia przyjmował u siebie Mistrza Polski – Skrę Bełchatów. Doping kibiców Resovii wzbudził wiele kontrowersji w siatkarskim światku. 

Dwunastego października o godzinie 20.00 w Rzeszowie został rozegrany mecz pomiędzy złotymi i brązowymi medalistami ubiegłego sezonu Plus Ligi. Był to niewątpliwie hit kolejki, na który wszyscy czekali.  Hala Podpromie to specyficzne miejsce - na większości spotkań jest wypełniona po brzegi, kibice są bardzo aktywni w dopingowaniu swojej drużyny, potrafią stworzyć gorącą atmosferę na trybunach. Za reklamę z pewnością może posłużyć  transparent wiszący nieopodal boiska – "Welcome to hell" (witamy w piekle). W środę próżno było szukać wolnego miejsca, kto wcześniej nie zakupił biletu miał ogromne problemy by go zdobyć. Bardzo dużo osób zostało odprawionych z kwitkiem.  Kibice wyposażeni w szaliki i koszulki klubowe wyczekiwali pierwszego gwizdka.

 

Podczas prezentacji obu drużyn zostało wyczytane nazwisko kapitana Skry Bełchatów - Mariusza Wlazłego.  Wtedy  z kilku tysięcy gardeł wydobyły się głośne gwizdy, buczenie, pomruki niezadowolenia - ogólnie mówiąc bardzo negatywna reakcja. Atakujący aktualnych mistrzów Polski tylko się uśmiechnął pod nosem i wrócił do kolegów. Chwilę później brązowi medaliści tegorocznych ME grający na co dzień w Skrze zostali nagrodzeni kwiatami, a kibice bili gromkie brawa, skandując "dziękujemy, dziękujemy".

 

W trakcie meczu tradycyjnie przy każdej zagrywce przyjezdnych słychać było gwizdy, ale to już nie powinno nikogo dziwić - wszak jest to powszechny sposób na zdeprymowanie przeciwnika. Gdy w polu serwisowym pojawiał się Mariusz Wlazły natężenie dźwięku w hali podnosiło się, Gdy  siatkarzom Resovii udało się zablokować atakującego Skry, na trybunach panowała dzika radość. Przez okres trwania całego meczu kibice dopingowali swój klub, wspierali go, śpiewali. Oprawa tego spotkania była znakomita.

 

Szczególnie głośne gwizdy pojawiały się na hali wtedy, kiedy kapitan bełchatowian prowadził dyskusję z sędziami i próbował wymusić na nich zmianę decyzji. Siatkarze mieli prawo skorzystać z systemu challenge.  Skra robiła to kilkakrotnie i zazwyczaj okazywało się, że przyjezdni nie mieli racji. Kibice na Podpromiu doskonale pamiętają Puchar Polski z 2009 roku i zagrania bełchatowian, próby wymuszenia na sędziach zmiany decyzji. Tym samym w środowym spotkaniu dali upust swoim emocjom, zdenerwowaniu i za każdym razem, gdy bełchatowianie nie mając racji prosili o challenge krzyczeli "błazenada, błazenada".  Czy jest to chamskie zachowanie? Można z tym polemizować. Są pewne granice, kłótnie z sędziami o punkty, które Skrze się nie należały, z pewnością mogły wywołać u kibiców taką reakcję. Następstwem częstego korzystania z wideo weryfikacji przez bełchatowian było to, że ludzie na hali po pewnym czasie zaczęli sobie nawet żartować i po nie budzących żadnych wątpliwości akcjach – np. siatkarski gwóźdź, zepsuta zagrywka – krzyczeli "Mariusz challenge".

 

Kibice Resovii inaczej odnosili się do Michała Winiarskiego, który grał ze złamanym palcem, z pełnym poświęceniem, czy do Bartosza Kurka, który pomimo problemów zdrowotnych walczył na tyle, na ile było go stać. Gdy ten drugi schodził z boiska, z trybun słychać było oklaski.

 

Jest i oczywiście druga strona medalu. Przede wszystkim godne nagany były okrzyki kibiców Resovii "rozpłacz się" skierowane oczywiście w stronę Mariusza Wlazłego.  Jak już pisałam są pewne granice, których przekraczać się nie powinno. Ile wspólnego z siatkówką ma taki sposób kibicowania, gdy anonimowa grupa ludzi atakuje jednostkę i poniża ją okrzykami typu "rozpłacz się"? Trzeba znaleźć pewien umiar w sposobie kibicowania.  Uważam, że tego typu teksty absolutnie nie były nikomu potrzebne.

 

Od tygodni nie ustawały spekulacje na temat gry Mariusza Wlazłego w reprezentacji. Wielu kibiców było bardzo zdenerwowanych tym, że atakujący Skry Bełchatów na pytania dotyczące kadry nie daje jednoznacznej odpowiedzi, a tylko "bez komentarza". I to przede wszystkim za postawę Wlazłego odnośnie reprezentowania swojego kraju, kibice na Podpromiu urządzili takie piekiełko. Pokazali w ten sposób swoje niezadowolenie, dezaprobatę. To był swego rodzaju manifest. Nie można zmusić nikogo do grania w kadrze, z orzełkiem na piersi, ale tutaj chodziło przede wszystkim o styl, okoliczności i całą tę otoczkę związaną z deklaracjami, a raczej ich brakiem ze strony Wlazłego odnośnie gry w reprezentacji. To właśnie w środowym spotkaniu wyrazili kibice Resovii.

 

Nie pochwalam tego, a zwłaszcza chamskich tekstów w stylu "rozpłacz się", ale z drugiej strony nie wpadajmy w paranoję. Z trybun na Podpromiu nie wiała żadna nienawiść do siatkarzy Skry. Jak już wspominałam, zawodnicy otrzymali oklaski i podziękowania za grę w biało – czerwonych barwach. Najgorzej oberwało się Wlazłemu, ale nikt z trybun zawodnika nie obraził. Sam zaś atakujący bełchatowian po meczu powiedział, iż zachowanie rzeszowskich kibiców bardzo pomogło jego drużynie i dzięki temu udało im się doprowadzić do tie breaka.

Doping przede wszystkim powinien opierać się na wspieraniu swojego zespołu, zagrzewaniu go do walki. Gwizdy przy zagrywce przeciwnika są do zaakceptowania, ale nie można pozwolić na to, by bardziej skupić się na deprecjonowaniu rywala niż kibicowaniu swojej drużynie. Oby nie zatarła się ta cienka, niewidzialna granica między dopingowaniem swojej drużyny a obrażaniem, chamskim zachowaniem skierowanym w stronę innego klubu. Przytaczając cytat Zdzisława Ambroziaka "Siatkówka to bowiem sport wyjątkowy" pragnę wyrazić nadzieję, że takim pozostanie, a niestosowne zachowanie na halach będzie niszczone w zarodku.  Z drugiej strony apeluję do naszych siatkarzy, by ich ucho nie było nadwrażliwe. To jest sport, to są emocje, to są prawa kibica, który przychodząc na mecz, chce wspierać swoją drużynę i jednocześnie  "zagotować" przeciwnika.  Jednak o żadnej nienawiści mowy nie ma. Kibice z Rzeszowa może nieco zagalopowali się, poniosły ich emocje, ale po co ta cała nagonka? Zresztą, niech ten temat zakończą słowa samego zainteresowanego, które wypowiedział na pomeczowej konferencji: "Takie jest życie - raz się jest na górze, raz na dole. Taka jest kolej rzeczy, a jeżeli ktoś nie zgadza się z pewnym porozumieniem, to ja nie będę nikogo przekonywał. Sprawą każdego kibica, który kupuje bilet i przychodzi dopingować swoją drużynę jest to, czy uszanuje tę decyzję, czy też nie. Mnie to nie rusza".

Zaloguj się aby dodać komentarz:

Mam nadzieję że podobne przyjęcie dostanie ten zawodnik na każdej hali w Polsce przez cały sezon !!!
placid
2011-10-15 08:30:52

« Poprzednia 1 Następna »

Ostatnio dodane

Zagraniczne

Polskie

English version

Transfery

Felietony

Tłumaczenia

Współpracujemy

Znajdź nas na:

Reklama z blokaut.net:

Nasza witryna wykorzystuje Cookies


Witryna wykorzystuje cookies w celu poprawnej realizacji dostarczanych usług i informacji oraz w celach gromadzenia anonimowych informacji statystycznych, dotyczących używania serwisu przez użytkowników.
Kontynuując przeglądanie serwisu bez zmian ustawień przeglądarki akceptujesz zapisywanie plików cookies.

X