Dawid bije Goliata, nowa wersja "Śpiącej Królewny", doktor Jekyll i pan Hyde...

2014-03-25 10:00:00
3 komentarzy
qwe

... i dlaczego Kazań stał się holenderski, czyli filmowo-muzyczne podsumowanie Final Four Ligi Mistrzów.

Liga Mistrzów zakończyła swój sezon. Najlepszym zespołem europejskim zostało Biełogorie Biełgorod. Rosyjskie kluby przedłużyły swoje panowanie na Starym Kontynencie o kolejny rok. Polscy kibice również mieli powody do zadowolenia - Jastrzębski Węgiel, po raz drugi startujący w turnieju finałowym, wywalczył brązowy medal.


Co w szczególności zwróciło naszą uwagę podczas minionego weekendu? Co przyprawiło o ból głowy i zgrzytanie zębów?

 



Drużyna Zenitu Kazań jest zaiste bardzo światowym klubem. A to przenosi się do Katowic (o czym wspominaliśmy chociażby podczas ubiegłorocznego finału), a to, tak jak to miało miejsce teraz, przesiąka holenderską, czy też może niderlandzką, kulturą. Wiatraków w drużynie Władimira Alekno było co niemiara, a odpowiedzialni za to byli najpierw Dragan Travica, a później Michał Masny, którzy robili z blokującymi Kazania co chcieli i jak chcieli. Trener Alekno zapowiadał przed meczem z Biełgorodem, że nikt nie przyjechał do Ankary na kebaby i zwiedzanie meczetów, ale plan filmowy nowej wersji "Śpiącego Królewicza" jego siatkarze chyba odwiedzili, bo właśnie takie "senne" wrażenie sprawiali. Walki starczało im na pojedyncze sety, a każda pomyłka (co było widoczne zwłaszcza w meczu z Biełgorodem) powodowała gwałtowny spadek pewności siebie. Ostatnio na turnieju Final Four zabrakło Maksima Michajłowa, tym razem na halę nie wybrali się Nikola Grbić i Nikołaj Apalikow (zbieżnośc imion przypadkowa), a gra Jewgienija Siwożeleza przypominała świetlane lata naszej żeńskiej reprezentacji, która co akcję prezentowała inną formę.
O Władimirze Alekno można powiedzieć wiele rzeczy, ale na pewno nie to, że jego komentarze są nudne: - Wasiliczu, tylko ty możesz mi pomóc! Zdradź mi, jak pokonać twoją drużynę? - zapytał szkoleniowiec Zenitu wiceprezydenta Biełgorodu, Anatolija Bagreja. No właśnie, jak?

 



Skoro o "Pomarańczowych" mowa, to wielkie gratulacje dla siatkarzy Jastrzebskiego Węgla! Bardzo dobry mecz z Zenitem, zagrany przede wszystkim zespołowo. Czapki z głów przed Michałem Łasko (67% w ataku) i spokojem Krzysztofa Gierczyńskiego. I brawa dla kapitana Ptoków za wypowiedź w "Przeglądzie Sportowym": - W Ankarze czuć było taką dziwną atmosferę, że niby są cztery zespoły, a tak naprawdę tylko trzy są na konferencjach, trzy się liczą, trzy są poważane. Wygraną z Zenitem pokazaliśmy tym wszystkim, że jest ten czwarty, że też dojechał na turniej. Obyśmy częściej byli świadkami takich niespodzianek.
Przy okazji meczu polskiej drużyny oczywiście nie obeszło się bez kibicowskiej klasyki, czyli po meczu z Halkbankiem podopieczni Lorenzo Bernardiego byli "be", "bez jaj" i "bez formy", ale po spotkaniu z Zenitem już "kapitalni", "cudowni" i "waleczni".

 



Przed turniejem krążyły różne plotki na temat zdrowia niektórych zawodników. A to kontuzjowany był Mitar Đurić, a to problemy z barkiem miał Osmany Juantorena. Mecz z JW pokazał, że 29-letni siatkarz wciąż może grać na tym swoim kosmicznym poziomie - 74% skuteczności w ataku (14/19), as serwisowy i 82/55% w przyjęciu. Ten występ zapowiadał prawdziwą ucztę w niedzielę. Niestety, w finale wystąpił pan Hyde, który zawodził w ważnych momentach, a do tego był systematycznie sprowadzany do parteru przez zagrywkę Siergieja Tietiuchina. Aż dziw, że w statystykach ma zapisane "tylko" 4 błędy.

 

Jeśli przejrzeć przed FF ligowe statystyki, to można było zwątpić w wysoką formę Matey'a Kaziyski'ego, zwłaszcza jeśli chodzi o odbiór zagrywki. Tymczasem kiedy przyszło do gry o wysoką stawkę, Bułgar pokazał to, co najlepsze - świetne przyjęcie i zimną krew w ataku (polecamy powtórkę ostatnich akcji czwartego seta finału i piłki na po 24 i po 25 - klasa!), jak na kapitana przystało. Do końca sezonu pozostało jeszcze kilka tygodni, ale transferowa karuzela z plotkami już ruszyła - Matey'a przymierzają do klubów od Włoch po Rosję. Z kolei bułgarskie media pisały wycieczce Camillo Placiego do Ankary w celu namówienia Kaziyski'ego do gry w drużynie narodowej. Sam zawodnik szybko jednak rozwiał nadzieje swoich kibiców: - Zrezygnowałem z gry w reprezentacji z powodu nieprawidłowości w naszej federacji. Powiedziałem też, że wrócę, jeśli nastąpią jakieś zmiany. Ale od tego czasu nic się nie poprawiło, wszystko zostało tak, jak to było dwa lata temu. A ja swoich zasad nie zmieniłem.

 



Fot. 1. Najlepszy przyjmujący LM - Matey Kaziyski.




Nagroda Fair Play powędrowała w ręce Aleksandra Wołkowa, ale chyba bardziej zasłużył na nią system challenge, który, z wyjątkiem jednej czy dwóch akcji, skutecznie ukrócał kuriozalne decyzje sędziów liniowych. Co ciekawe w Baku, które też słynie z tego, że boisko po stronie gospodarzy ma 8x8, a u rywala 10x10 metra, takich problemów nie było. Trzeba też pochwalić organizację samego sprawdzania spornych piłek - trwało to naprawdę bardzo krótko, obywało się bez zbędnych dywagacji, wariacji i konsultacji.

 



Niechlubny rekord Guinessa w liczbie popełnionych błędów na zagrywce w jednym meczu pobili chyba siatkarze z Biełgorodu i Kazania - oba zespoły popełniły w sumie 48 błędów. 27 zanotowało Biełogorie (8 Georg Grozer, po 6 Dmitrij Muserskij i Dmitrij Ilinych), a 21 Kazań (5 Maksim Michajłow, a 4 Matt Anderson). Doliczając do tego pomyłki w ataku i przyjęciu wyszło tego... 71 błędów.

 



Pozostając w temacie zagrywki, ale w zdecydowanie pozytywniejszym fragmencie. Trudno przejść obojętnie obok tego, co dokonał Siergiej Tietiuchn za linią dziewiątego metra w finałowym meczu z Halkbankiem Ankara. W pierwszym secie gra była wyrównana, wynik oscylował wokół remisu, dopóki Tietiuchin nie stwierdził, że czas wziąć sprawy w swoje ręce. "Raz, dwa, trzy, nie odbierasz ty!" zdawał się za każdym razem mówić Osmany'emu Juantorenie. W zeszłym roku Wout Wijsmans w tie-breaku posłał asa serwisowgo w końcową linię przy piłce meczowej (mistrzowskiej) dla Lokomotiwu Nowosybirsk. Siergiej Tietiuchin na zagrywkę wszedł przy stanie 22:18 dla Halkbanku w czwartej partii, kiedy wydawało się, że piąty set jest niemal pewny. Serię zakończył gdy jego zespół wyszedł na jednopunktowe prowadzenie. W końcu niech koledzy też się trochę pobawią, nie? A spojrzenie Radostina Stoycheva w kierunku Tietiuchina przy wyniku 22:22 - bezcenne.

 

 

Najbardziej wartościowym zawodnikiem turnieju uznano (bardzo słusznie) Tietiuchina, ale cichym bohaterem był Dmitrij Ilinych - świetnie grający w niemal każdym elemencie (6 błędów na zagrywce w sobotę trochę ten obraz psuje, ale za to znów udało mu się ustrzelić rywala za boczną linią), zawsze będący we właściwym miejscu. 

 

 


Ze złotego medalu cieszył się cały zespół Biełgorodu, ale najbardziej Giennadij Szipulin, który skakał z radości i "domagał się", by szybciej zawiesić mu medal na szyi.

 

 

 

Fot. 2. Giennadij Szipulin.

 




Zmagania w Ankarze nie byłyby tym samym dobrym widowiskiem, gdyby nie Robert Hatch rewelacyjnie komentujący mecze na Laoli. W przeciwieństwie do swojego kolegi, którego kibice mogli posłuchać podczas Ligi Mistrzyń, Hatch nie tworzył nowych zawodników, wiedział co dzieje się na boisku, a swoich uwag nie omieszkał doprawić ironią. Do jego ulubionych powiedzonek należało "oh dear, oh dear, oh dear", kiedy któryś z siatkarzy popełnił błąd, a zagrywki często były "vicious" (złośliwe) albo "venomous" (jadowite). Nie obyło się też bez zjadliwości w kierunku Nikoli Grbicia ("Nie, żadnej piątki od trenera... Alekno nawet na niego nie spojrzy!") i drapiącego akcentu przy wymawianiu nazwiska Georga Grozera. Uroczy był jego "Jastromski VUngel", a i z wymawianiem polskich nazwisk radził sobie więcej niż przyzwoicie. O zagrywce podopiecznych Lorenzo Bernardiego w niedzielę powiedział np. tak: - Wczoraj zapomnieli zabrać ją z hotelu, a dzisiaj ktoś musiał dosłać im ją w walizce!

 




Niżej podpisana jest wielką fanką musicalu "Kabaret" z Lizą Minelli i Michaelem Yorkiem, ale słuchanie 666 razy na dzień, na każdej przerwie, w kółko, tych samych 4 taktów z utworu "Money" przyprawiało o chęć rozstrzaskania komputera. Swoją drogą, może to miała być jakaś aluzja do prezesów tureckiego klubu?

 

 

 

fot. cev.lu

Zaloguj się aby dodać komentarz:

Ja bardzo lubię również rolę Lizy w \"New York, New York\"
agd
2014-03-26 20:20:29

Jak mam czasem fazę, to przez pół godziny puszczam sobie w kółko \'Mein Herr\' - Liza jest po prostu obłędna.
estranged
2014-03-25 22:59:40

\"Kabaret\" w reżyserii Boba Fosse\'a widziałem dawno temu, chyba czas by go sobie przypomnieć.
agd
2014-03-25 19:43:24

« Poprzednia 1 Następna »

Ostatnio dodane

Zagraniczne

Polskie

English version

Transfery

Felietony

Tłumaczenia

Współpracujemy

Znajdź nas na:

Reklama z blokaut.net:

Nasza witryna wykorzystuje Cookies


Witryna wykorzystuje cookies w celu poprawnej realizacji dostarczanych usług i informacji oraz w celach gromadzenia anonimowych informacji statystycznych, dotyczących używania serwisu przez użytkowników.
Kontynuując przeglądanie serwisu bez zmian ustawień przeglądarki akceptujesz zapisywanie plików cookies.

X