Czy w Lidze Mistrzyń grają jeszcze mistrzynie?

2014-03-17 16:50:00
4 komentarzy
qwe

Podsumowanie turnieju finałowego w Baku.

Oglądając zmagania na hali w Baku to pytanie można było sobie zadać kilka razy. Poziom spotkań turnieju finałowego najbardziej prestiżowych rozgrywek klubowych w Europie był katastrofalny. Mecze pomiędzy czterema czołowymi drużynami Starego Kontynentu były nudne i pozbawione emocji. Na boisku dobrych, długich akcji było jak na lekarstwo - królowały błędy, niedokładności i ogólny chaos. Fatalnie wypadło Eczacibaşi Stambuł w spotkaniu o brązowy medal. - Kompletnie zabrakło nam motywacji - powiedziała po meczu Esra Gümüş. Powiem więcej - zabrakło wszystkiego. Oba zespoły popełniły 48 błędów w trzysetowym meczu - średnio 16 w każdej partii. Zgroza. A pierwsze konsekwencje występu Eczacibaşi w Baku już znamy - klub poinformował o rozstaniu z trenerem Lorenzo Micellim po zakończeniu obecnego sezonu.

 

 

Podobnie rzecz miała się z Rabitą w półfinale z Dynamem Kazań, czy Vakifbankiem Stambuł, który zupełnie nie przypominał zespołu z 73 zwycięstwami z rzędu na koncie. Po raz kolejny mieliśmy okazję przekonać się, że bycie gospodarzem turnieju, automatyczna kwalifikacja do finału i brak większej ilości rozegranych spotkań może okazać się prawdziwą zgubą. Od 2004 roku, kiedy to złoto Ligi Mistrzyń wywalczył Club Voleibol Tenerife w turnieju organizowanym na Teneryfie, żadnemu gospodarzowi nie udało się tego wyniku powtórzyć. Co prawda w 2011 roku Vakifbank wygrał w Stambule, ale za organizację odpowiedzialne było wtedy Fenerbahçe.

 

Pojedynki pomiędzy tureckimi ekipami zazwyczaj przypominały otwartą wojnę, zwłaszcza jeśli gra toczyła się o wysoką stawkę - wystarczy przypomnieć sobie półfinał LM właśnie w 2011 roku i mecz Vakifbanku z Fenerbahçe. Każda piłka była tam na wagę złota, a wiele akcji przyprawiało o zawał serca i siwiznę. W tym roku, przykro to przyznać, ciekawsze było odkurzanie mieszkania.

 

Jedyną drużyną, która zaprezentowała mistrzowską formę było Dynamo Kazań. Podopieczne Riszata Giljazudtinowa przyjechały do Baku skoncentrowane i skupione na swojej misji - zdobyciu pierwszego w historii złotego medalu. Świetnie przygotowane taktycznie i mentalnie tworzyły zespół w pełnym tego słowa znaczeniu.

 

 


Wyjątkowo spokojnie było pod siatką. Nie wszyscy lubią prowokacyjne zachowania zawodniczek i zawodników - radość "na drugą stronę" czy okrzyki w kierunku rywala. Moim zdaniem dodają one grze sporo kolorytu. Wojna psychologiczna pomiędzy drużynami czy poszczególnymi siatkarkami zawsze była dla mnie interesującym zjawiskiem, które potrafiło działać w obie strony. Raz te starcia mogły pomóc, nakręcić do jeszcze lepszej gry, a raz wręcz odwrotnie - zawodnik koncentrował się na tym, by po akcji długo patrzeć rywalowi w oczy (jak to w Baku robiła Gözde Sonsirma), a zapominał o tym, że najpierw trzeba się skupić na tym, co po jego stronie siatki. Ofiarą własnych emocji często padała np. Natalia Obmoczajewa. Kiedy w finale Pucharu Rosji wreszcie utrzymała nerwy na wodzy i skoncentrowała się na swojej grze, to poprowadziła swój zespół do niespodziewanego zwycięstwa nad drużyną z Kazania. 


Oczywiście w przypadku gestów i okrzyków w kierunku przeciwnika wszystko ma swoje granice - takie zachowania, jakie zaprezentowały siatkarki Dynama Kazań w meczu z Volero Zürich powinny być karane kartkami. Sędziowie niestety często "udają", że tego nie widzą.

 

 


Po raz kolejny na turnieju finałowym zawodniczki miały okazję skorzystać z systemu challenge. Wypadło to... dość zastanawiająco. Niemal wszystkie przypadki dotyczyły akcji wręcz oczywistych (jak piłka wpadająca 20 cm przed linię boczną), których sprawdzanie nie miało większego sensu. Chyba, że chodziło o wybicie z rytmu rywala. Do kuriozalnej sytuacji doszło za to na początku trzeciego seta w meczu Kazań - Stambuł, po jednym z ataków Dynama. Punkt przyznano Vakifbankowi, ponieważ sędziowie uznali, że był aut. Powtórka challenge pokazała, że piłka dotknęła linii. Niewielkiego kawałka, ale jednak. Co zrobili sędziowie? Decyzję o punkcie dla zespołu ze Stambułu utrzymali.

 

 

 

Fot. 1. Jordan Larson-Burbach i Jekatierina Gamowa w objęciach Riszata Giljazudtinowa.

 

 

 

Kibice, którzy spotkania oglądali na Laoli, mieli okazję poznać kilka nowych zawodniczek - na boisku prezentowały się między innymi Skorupska, Fusht i Bondarenko. Ta ostatnia zapewne jest zaginioną, czwartą siostrą Bondarenko, która jako jedyna wybrała siatkówkę zamiast tenisa.

 

 


Prawdziwą przyjemność sprawiło oglądanie gry Tria z Dynama - Jekatieriny Gamowej, Jordan Larson-Burbach i Antonelli Del Core. Rosyjska atakująca pokazała wszystkim, którzy w nią nie wierzyli, że wciąż należy do najlepszych atakujących na świecie. Że jeszcze nie jest za stara na osiąganie wielkich sukcesów, że wciąż ma motywację do dalszej gry, że jeszcze jej się chce. Była prawdziwą liderką, taką, której nie straszne są ewentualne błędy. Kiedy pod koniec trzeciego seta została zablokowana i Vakifbank zbliżył się na jeden punkt (24:23) i cała hala i kibice przed telewizorami wiedzieli, że następna piłka pójdzie do niej - ręka jej nie zadrżała. Od początku do końca Gamowa grała agresywnie, pewnie, skutecznie. W jej ruchach nie było żadnego wahania. Trener Riszat Giljazudtinow zapowiadał przed finałem, że ma świetnie przygotowane zawodniczki, i że jego zespół przyjechał do stolicy Azerbejdżanu po złoto. Jego słowa znalazły odzwierciedlenie na boisku. Z kolei szkoleniowiec Zarzecza Odincowo, Wadim Pankow, po finale dodał, że Gamowej pozostało już tylko zdobycie olimpijskiego złota w Rio de Janeiro. Kto wie, może sukces odniesiony z klubem sprawi, że 34-letnia siatkarka wróci do reprezentacji?


Amerykanka jest w Rosji swoistym fenomenem - niewiele zagranicznych zawodniczek czy zawodników wiąże się z Rosją na tak długo. A Amerykanów w szczególności. W niedzielę Jordan Larson zebrała wreszcie owoce swojej długoletniej współpracy z kazańskim klubem. W finale rozegrała jedno z najlepszych, o ile nie najlepsze, spotkanie w ostatnim czasie. Z blokiem i obroną rywalek robiła co chciała i jak chciała. Świetnie prezentowała się też w bloku i przyjęciu.

 

 

Sukces rosyjskich zespołów na arenie międzynarodowej, czy to w rozgrywkach klubowych, czy reprezentacyjnych, często sprowadzał się do tego, jak wygladało w drużynie przyjęcie. Dynamo Kazań od kilku sezonów blisko było osiągnięcia znaczącego sukcesu, jednak zawsze czegoś brakowało. Czegoś, co miało w tym roku. A raczej kogoś - Antonellę Del Core. Włoszka była może najmniej widoczna, jeśli chodzi o ofensywę, ale to jej praca w przyjęciu (93/73% w finale), obronie i na zagrywce okazały się kluczowe. 4 lata temu Rosjanki po raz drugi z rzędu zostały mistrzyniami świata. Statuetkę MVP odebrała Jekatierina Gamowa, ale nie mniej ważną rolę odegrała wtedy Ljubow Sokołowa, która trzymała całą grę "na tyłach". Właśnie ta "mrówcza" praca, często niedoceniana, czasem znaczy więcej niż niebotyczne liczby w ataku.

 

 

 

Fot. 2. Çağla Akin w objęciach koleżanek.

 

 

 


Słowa uznania należą się także 19-letniej drugiej rozgrywającej Vakifbanku, Çağli Akin. W półfinale na początku drugiego seta zastąpiła Naz Aydemir, która skarżyła się na silne bóle pleców. Stawka spotkania oraz moment wejścia na boisko (Vakifbank przegrał pierwszego seta 19:25) mogły młodą siatkarkę przytłoczyć i nie byłoby w tym nic dziwnego. Tak się jednak nie stało. Turczynka nie grała może super dokładnie, czy kombinacyjnie, ale w miarę spokojnie i bez nerwów. Z pomocą koleżanek poprowadziła zespół do finału. A o emocjach, jakie w związku z tym towarzyszyły jej i pozostałym zawodniczkom Vakifbanku, najlepiej świadczą obrazki, które mogliśmy zobaczyć po ostatniej piłce półfinału - wszystkie podopieczne Giovanniego Guidettiego zebrały się w kółeczku, by jej podziękować i pogratulować.

 

 

Statuetkę dla najlepszej rozgrywającej otrzymała Nootsara Tomkom, ale trudno przejść obojętnie obok tego, co w meczach Eczacibaşi robiła Maja Poljak. Asuman Karakoyun przez większość turnieju prezentowała bardzo słabą formę - zarówno jeśli chodzi o technikę, jak i wybór wariantów ataku. Doszło w końcu do tego, że gra zespołu poprawiła się, kiedy za rozgrywanie sytuacyjnych akcji wzięła się chorwacka środkowa. Można się było zacząć zastanawiać, czy nie powinna zmienić pozycji, skoro i tak nie dostawała piłek do ataku.

 


A skoro o nagrodach, to tradycyjnie niektóre wybory najlepszych zawodniczek turnieju przyprawiły co najmniej o zdumienie. Najlepszą atakująca wybrano Neslihan Demir ze skutecznością 34,5%. W pokonanym polu zostały Christiane Fürst (64,5%) i Jordan Larson-Burbach (46%). Amerykanka dostała za to statuetkę najlepiej blokującej, z 5 punktami na koncie. Żadnego wrażenia na przedstawicielach CEV nie zrobił fakt, że Regina Moroz, Esra Gümüş i Maja Poljak miały po 6 bloków, a Bahar Toksoy9.

 

 

 

O Puchar Europy walczyły w Baku dwie Polki - Katarzyna Skowrońska-Dolata i Katarzyna Skorupa. Występ Rabity i zakończenie turnieju na trzecim miejscu chyba najlepiej podsumowuje mina naszej atakującej podczas ceremonii wręczenia nagród. Cóż można w takim momencie powiedzieć? Chyba tylko tyle, że Jekatierina Gamowa zanim zdobyła złoto, kilka razy też musiała przełknąć gorycz porażki. Małgorzata Glinka-Mogentale tytuł wywalczyła właściwie w momencie, kiedy wydawało się, że za rogiem widać tabliczkę z napisem "koniec kariery". Rosjanie na triumf swojej drużyny w Lidze Mistrzyń czekali 19 lat. Jak mówiła nam kiedyś Angelina Hübner: - Wszystko sprowadza się do tego, że musisz się znaleźć w odpowiednim miejscu i czasie. Zatem - cierpliwości!

 

 

 

Fot. 3. Spojrzenie, które mówi więcej niż tysiąc słów.

 

 

 

Turniej finałowy z udziałem czterech najlepszych drużyn powinien być doskonałą okazją na promocję dyscypliny i pokazanie jej szerszemu gronu widzów. Przed rozpoczęciem imprezy Europejska Federacja Siatkówki informowała o tym, że zmagania w Baku będą transmistowane przez przynajmniej 11 stacji. Niestety, była to raczej antyreklama. Na meczach zabrakło klimatu, ale temu trudno się dziwić - na tak ogromnej hali, jaką jest Sala Kryształowa, trudno stworzyć odpowiednią atmosferę. Bardzo brakowało tej specyficznej bliskości, jaką potrafią wykreować kibice na trybunach i zawodniczki na boisku. Jeden z kibiców podsumował mecz pomiędzy Vakifbankiem a Eczacibaşi stwierdzeniem, że na cmentarzu jest więcej życia, niż na hali. Brutalnie, ale celnie.

 

Pod względem sportowym tegoroczne Final Four na pewno nie przejdzie do historii i większość szczegółów raczej szybko wywietrzeje z głowy. W pamięci pozostaną jedynie siatkarki z Kazania - jedyne mistrzynie, które przyjechały na turniej.

 

 

 

 

fot. cev.lu

Zaloguj się aby dodać komentarz:

Antonella Del Core wygrywa LM już po raz czwarty i zbliża się do wyrównania wyniku Franceski Piccinini. Włoska przyjmująca znów przeszkodziła w zwycięstwie w LM Katarzynie Skowrońskiej-Dolacie, ale liczę, że siatkarki Rabity zrewanżują się rywalkom na KMŚ.
agd
2014-03-19 09:14:29

Po prostu raz na jakiś czas takie FF się wydarzy, w przeszłości również mieliśmy jednostronne turnieje czy wysoko wygrane mecze, choć FF w którym byłby tylko jeden czterosetowy mecz sobie nie przypominam.
agd
2014-03-19 09:11:30

Cursty Jackson
estranged
2014-03-17 17:52:47

jak nazywa się ta zawodniczka z nr 12 z Rabity?
slaw909
2014-03-17 17:32:36

« Poprzednia 1 Następna »

Ostatnio dodane

Zagraniczne

Polskie

English version

Transfery

Felietony

Tłumaczenia

Współpracujemy

Znajdź nas na:

Reklama z blokaut.net:

Nasza witryna wykorzystuje Cookies


Witryna wykorzystuje cookies w celu poprawnej realizacji dostarczanych usług i informacji oraz w celach gromadzenia anonimowych informacji statystycznych, dotyczących używania serwisu przez użytkowników.
Kontynuując przeglądanie serwisu bez zmian ustawień przeglądarki akceptujesz zapisywanie plików cookies.

X