Jekatierina Gamowa: Nie jesteśmy z Natalią niedźwiedziami

2013-04-02 20:00:00
7 komentarzy
qwe

W obszernym wywiadzie dla jednego z rosyjskich portali atakująca Dynama Kazań opowiada o swoim zespole, trenerze, jeździe samochodem, Siergieju Owczynnikowie oraz porównaniach z Natalią Obmoczajewą.

Jekatierina, w tym roku będziesz świętować 8 marca inaczej niż zazwyczaj (wywiad został przeprowadzony w przeddzień święta - przyp. aut.).

 

Jekatierina Gamowa: Tak, zazwyczaj tego dnia trenujemy lub gramy, a w tym roku będziemy miały dzień wolny. Dziewczynom, które mieszkają w Moskwie, klubu pozwolił wyjechać do domu. Co prawda, nie planowałam jeszcze 8 marca: przyjdzie dzień i będzie jakaś pożywka dla umysłu, aby pomyśleć o tym, jak spędzić to święto.

 

 

Święto ze łzami w oczach? Przy innym scenariuszu, ty i twój zespół 8 marca byłybyście już w Stambule i trwałyby przygotowania do pierwszego meczu Final Four Ligi Mistrzów.

 

Nie trzeba rozpamiętywać tego, co już się stało. Należy patrzeć w przyszłość. A przed nami jest cel – wygrać mistrzostwa Rosji. Teraz to jest dla nas priorytetem, a nie myślenie i przeżywanie tego co minęło.

 

 

Takiej postawy filozoficznej odnośnie porażek nabywa się z czasem?

 

Tego naucza się wszystkich sportowców. Oczywiście, że porażki nie znikają i są zapamiętywane na zawsze, ale powtórzę: trzeba iść do przodu.

 

 

Oznacza to, że londyńskie Igrzyska są już przeszłością?

 

Tak, jednocześnie niezatartym wrażeniem, które nigdy nie odejdzie z twojego życia. Zajęłyśmy jakieś piąte czy ósme miejsce - to już nie jest ważne. Z drugiej strony, ćwierćfinał był godny finału, spotkały się dwa najlepsze zespoły, zwycięzca naszego meczu z Brazylijkami wyłoniony został po ciężkiej walce. W rezultacie wygrał cały turniej. Tak więc zrządzenie losu sprawiło, że Brazylia była na czwartym miejscu w grupie - w mojej głowie jakoś nie może się to pomieścić... Fortuna oddała rywalkom to, co kiedyś im odebrała: w tym ćwierćfinale szczęście sprzyjało im tak, jak nam w meczach przeciwko nim w ciągu ostatnich lat.

 

 

Dla ciebie w sporcie liczy się tylko pierwsze miejsce, czy również każde inne?

 

Oczywiście! Mam takie nastawienie psychologiczne, jakie od dzieciństwa nam wpajano - że naszym zadaniem jest zdobycie pierwszego miejsca. A kiedy nie wygrywasz, zadawalasz się małym osiągnięciem, można to nazwać naciąganiem.

 

 

Skomentuj, proszę, twój nowy kontrakt z Dynamem Kazań, fakt, że zmieniłaś agenta i rozmowy o tym, że możesz kontynuować karierę w Turcji albo w którymś z rosyjskich klubów.

 

Przedłużyłam kontrakt z Kazaniem, ale równolegle prowadzone były negocjacje z klubem tureckim, a ja zmieniłam agenta. Kontrakt z Dynamem Kazań podpisaliśmy już z nowym agentem.

 

 

Twoim agentem jest Inessa Korkmaz...

 

Tak, osoba dla mnie bliska jeszcze z czasów, gdy grałyśmy razem. Inessa pomagała mi, jesteśmy przyjaciółmi. Nie bez jej pomocy znalazłam się w Fenerbahce w sezonie 2009/2010.

 

 

Mogłaś też po zakończeniu tego sezonu przejść do Stambułu, ale wybrałaś Kazań. Dlaczego?

 

Nie było jakiegoś jednego, decydującego czynnika, złożyło się na to wiele rzeczy: drużyna, trener, warunki, możliwości finansowe klubu, fakt, że pozostanę w Rosji. Wszystko to łącznie zadecydowało o moim wyborze.

 

 

Można powiedzieć, że Dynamo Kazań w ciągu tych trzech sezonów było twoim zespołem?

 

Oczywiście! Przeszliśmy długą drogę, dobrze się wzajemnie znamy. To jest mój zespół.

 

 

A nie masz takiego uczucia, że po prostu z moskiewskiego Dynama udałaś się na długą delegację? Ty, Lesja Machno, Maria Borodakowa...

 

[Przerywa] Oj, tych bzdur już przestałam słuchać! Kiedy ludzie, patrząc na nas, krzyczą: "To są nasze zawodniczki!", chciałoby się zapytać ich: a pamiętacie, skąd  wszystkie trafiłyśmy do moskiewskiego Dynama gdy klub dopiero stawał na nogi? (Gamowa zaczęła grać profesjonalnie w Czelabińsku, Borodakowa - w Lipiecku, Machno - w Moskwie, a nie w Dynamie - przyp. aut.). Ludzie zmieniają się, zmieniają miejsca pracy, i to trzeba traktować normalnie.

 

 

Wyjechałaś do Turcji jako utytułowana zawodniczka, ale nie miałaś żadnego doświadczenia gry w zagranicznych klubach. Były problemy?

 

Jasne. To jest zupełnie inna mentalność, i bogactwo języka angielskiego, które było pierwszym wyzwaniem. Po raz pierwszy miałam wiele problemów z powodu braku wystarczającej komunikacji w języku rosyjskim. Ale bardzo się cieszę, że tego doświadczyłam. Znalazłam się w innym środowisku, był zupełnie inny tryb i harmonogram pracy - gdy nie ma potrzeby, aby podróżować po całym kraju, można efektywnie trenować i mieć odpowiedni czas na odpoczynek. W lidze tureckiej 6 - 7 zespołów jest w Stambule, a pięć drużyn gra nawet w tej samej hali. Natomiast w Rosji jeździmy po całym kraju, a przed każdym meczem jedziemy najpierw do hotelu. Tam tego nie ma. Na mecz przyjeżdżasz z domu.

 

 

Nie miałaś uczucia, że sezon jeszcze się nie zaczął?

 

Nie, nie! Po prostu grasz i mistrzostwo kraju, i puchar, i Ligę Mistrzów. Przy tym dużo trenujesz i nie można powiedzieć, że jest nadmiar czasu na odpoczynek.

 

 

Ile czasu trwały treningi? Twój kolega Igor Szułepow powiedział, że w Japonii, gdzie grał, miejscowi zawodnicy przychodzili na salę rano i spędzali tam cały dzień roboczy - 8 godzin.

 

Japońska mentalność jest czymś zupełnie innym. Zawodnicy zatrudnieni są przez firmę sponsorującą i przychodzą na salę jak do pracy, i muszą być tam cały dzień roboczy: trenować, sprzątać, wykonywać inne prace. W Fenerbahce wszystko jest tak, jak u nas: przychodziłam na salę rano, trenowałam, wracałam do domu, jadłam obiad, odpoczywałam, a potem jechałam na trening wieczorny i to wszystko, dzień skończony.

 

 

W Turcji są szaleni kibice.

 

Nigdy nie było tak, że hala była w połowie pusta. W Turcji istnieje tradycja kibicowania nie tylko jakiejś dyscyplinie sportu, ale klubowi jako całości - ci, którzy przychodzą na siatkówkę są także na piłce nożnej i koszykówce. Przy czym kibicują tam wszystkie pokolenia - na mecze przychodzą i babcie ze swoimi wnukami, mężowie z żonami i małymi dziećmi, i wszyscy ubrani w akcesoria klubowe. Podobała mi się atmosfera na meczach.

 

 

Z którym rosyjskim klubem można porównać Fenerbahce pod wzgledem popularności? U nas mówi się, że Spartak jest zespołem narodowym.

 

Oj, ja na twoim miejscu tak bym nie mówiła! (śmiech). Myślę, że kibice innych klubów tak nie sądzą, znam kilku fanów CSKA.

 

 

Rzeczywiście, tylko powtórzyłem, co się mówi.

 

Rozumiem. Ale w Turcji nie ma takiego klubu. Istnieją trzy wiodące zespoły: Fenerbahce, Besiktas i Galatasaray, które w przybliżeniu mają równą liczbę kibiców. I na wszystkich meczach, czy to w halach, czy na stadionach, wszystkie bilety są zawsze wyprzedane.

 

 

Udało ci się wybrać na mecz piłki nożnej?

 

Tak, naszą drużynę po zwycięstwie, zdaje się, w Pucharze Turcji, zawieziono na stadion piłkarski. Przed meczem biegłyśmy po boisku, a pełny stadion, 60 000 osób nam wiwatowało.

 

 

Miałeś możliwość pozostać w Turcji?

 

Tak. A klub bardzo chciał mnie zatrzymać. Ale wybrałam Rosję.

 

 

Nostalgia?

 

Tak, to przede wszystkim. Chciałam być bliżej domu, przyjaciół, rodziny.

 

 

Udało ci się opanować język turecki?

 

Nie. Nasz trener był Belgiem, cała komunikacja w klubie odbywała się w języku angielskim i turecki po prostu nie był mi potrzebny. Dzięki temu poprawiłam swój angielski.

 

 

Szybko przyzwyczaiłaś się do życia w Stambule?

 

Tak, nie było żadnych problemów. Jedyny minus: w Stambule, nie miałam samochodu. Nie przydzielanie samochodu zawodniczkom - to była decyzja prezydenta klubu, któremu kilka lat przed moim przybyciem w wypadku zginął syn. Nie chodzi o to, że był zakaz używania samochodów, po prostu Ferenbahce ich nie zapewniał, jak to jest w zwyczaju klubów europejskich.

 

 

 

 

Fot. 1. Jekatierina Gamowa w barwach Fenerbahce Stambuł.

 

 

 

 

Czy w związku z tym Dynamo Kazań jest klubem europejskim?

 

Tak, nasze amerykanki jeżdżą klubowymi samochodami. A ja? Ja swoim, przytargałam go z Moskwy.

 

 

Jazda to dla ciebie przyjemność czy wymuszona konieczność?

 

Uwielbiam jeździć, ale nie lubię jeździć w Kazaniu!

 

 

Z powodu złych dróg?

 

I drogi są złe, i kierowcy są straszni, mówię to bez urazy do nikogo. Z powodu tego, co się dzieje na drogach Kazania, pierwszy raz byłam w szoku. Przekroczenie podwójnej ciągłej jest normą, skręcanie tam, gdzie jest to zabronione również jest na porządku dziennym. Coś takiego zobaczyłam pierwszy raz.

 

 

Jekatierina Gamowa jest dobrym kierowcą?

 

Tak, jestem odpowiedzialnym kierowcą, nie gonię, jeżdżę zgodnie z przepisami.

 

 

Ale w Kazaniu miałaś jednak wypadek...

 

To prawda, wpadł na mnie pijany kierowca, do tego jeszcze próbował uciekać. Ale obok zatrzymał się samochód jakiejś firmy ochroniarskiej i ochroniarze go złapali. Wyobraź sobie, że on nie tylko nie mógł stać, ale nawet nie mógł siedzieć, tak był pijany. Szczerze mówiąc, byłam wówczas przerażona.

 

 

Twoim zdaniem, co powinno się robić z pijanymi kierowcami?

 

Oto jest pytanie ... Tak, można stracić prawo jazdy, ale ile osób jeździ bez niego, a wszyscy nie mogą być skontrolowani. Podobnie nie skontroluje się trzeźwości wszystkich. Zrozumienie, że pijany nie może siadać za kierownicę, w pierwszej kolejności powinno trafiać do ludzi poprzez wychowanie w rodzinie. Zadaniem naszego państwa jest pomoc w osiągnięciu tego celu poprzez reklamy społeczne. Na przykład, moja koleżanka, która mieszka w Szwajcarii, nigdy nie stawia samochodu na miejscach parkingowych dla osób niepełnosprawnych. Głównie dlatego, że widziała film socjalny, w którym osoba niepełnosprawna mówiła do człowieka, który zaparkował samochód pod znakiem "miejsce dla osób niepełnosprawnych": "Czy chcesz być na naszym miejscu?". Jej opwiadanie tak mocno wbiło się do mojej głowy, że teraz nigdy nie stanę na miejscu dla osób niepełnosprawnych.

 

 

Kiedy usiadłaś za kierownicą?

 

Według dzisiejszych standardów, w dość dojrzałym wieku, w 2007 r. w Moskwie. Prawo jazdy uzyskałam jeszcze w Jekatierinburgu, ale długo leżało uśpione. A później poszłam do szkoły jazdy ekstremalnej, gdzie ponownie przypomniałam sobie wszystko od podstaw: placyk, miasto. Po dwóch jazdach w mieście z instruktorem, wyjechałam samodzielnie. Oczywiście, na początku było trudno, jesteś w dużym, nowym samochodzie, cała spięta, korki... Ale stopniowo się oswoiłam. Wielkich problemów nie było.

 

 

Jak szybko zaczęłaś odczuwać przyjemność z jazdy?

 

Natychmiast. Miałam zabawną grę: jak najszybciej ruszyć spod świateł. Ja jednak rozpędzałam się do sześćdziesiątki, a dalej jechałam już z tą prędkością. Ale cieszył mnie fakt, że wyjechałam spod sygnalizatora jako pierwsza.

 

 

Jaki masz samochód?

 

Samochód! (uśmiech).

 

 

Co dobrego możesz powiedzieć o Kazaniu?

 

Wiele dobrego: ludzie, ich relacje z nami, klub i warunki, w których gramy. Mieszkając i pracując tutaj nie czuję żadnego dyskomfortu.

 

 

Nie miałaś żadnych obaw przed podpisaniem pierwszego kontraktu z Dynamem?

 

Nie. Po pierwsze znałam trenera, po drugie - zawodniczki, które tu przyjdą. To jest duży plus.

 

 

 

 

Fot. 2. Riszat Giljazutdinow i jego zawodniczki (fot. cev.lu).

 

 

 

 

Gdzie i jak poznałaś Riszata Giljazutdinowa?

 

Był asystentem Władimira Kuzjutkina w reprezentacji Rosji, tam bliżej się poznaliśmy. W tamtym sezonie właśnie miałam wyjechać do Fenerbahce, żartowałam z Riszatem: gdy wrócę jako bezrobotna z Turcji, zabierzecie mnie do siebie, do Kazania. Jak widzisz, żarty spełniły się w rzeczywistości.

 

 

Drużyna siatkarska to nie tylko trener i zawodnicy, prawda?

 

Tak, mamy duży zespół: trener, drugi trener, lekarz, dwóch statystyków, masażysta. I jeden lekarz, którego tu nie ma. Podczas meczów na boisku i na ławce widać tylko część naszego zespołu. Wiele osób znajduje się poza kadrem, ale proszę mi wierzyć, wszyscy pracują na zwycięstwo zespołu.

 

 

Zwycięstwo jest jedno dla wszystkich, a przyczyniają się do osiągnięcia go i Jekatierina Gamowa, i dyrektor, i sprzątaczka?

 

Oczywiście. Nie wiem, jak jest w inne klubach rosyjskich, ale w naszym klubie tak jest. Realizujemy jedno zadanie - i te, które walczą na boisku, i te osoby, które pracują w biurze, aby nam nic nie przeszkadzało w trenowaniu i meczach.

 

 

A w tym rola Riszata Giljazutdinowa jest ...

 

Nadrzędna!

 

 

Pomimo tego, że różnica wieku pomiędzy Giljazutdinowem a niektórymi siatkarkami nie jest aż taka duża, nawet z trybuny czuje się, że stosunki między trenerem a zawodniczkami są rzeczowe i bardzo taktowne.

 

Jeśli mówimy o wieku, to nasza przyjmująca, Jelena Ponomariewa, jest tylko dwa miesiące młodsza od trenera. Czasami żartujemy: "Jak dobrze byłoby, gdybyś była dwa miesiące starsza od niego!". Stąd jest szacunek trenera wobec zawodniczek, i, co ważniejsze, szacunek zawodniczek wobec trenera. Zdobycie zaufania i szacunku zawodniczek wymaga wielkiego wysiłku, nie każdy trener jest w stanie to uzyskać. Jemu udało się to za młodu, w pełnym rozkwicie sił.

 

 

Giljazutdinow to trener - gwiazdor?

 

Nie wiem, co to takiego trener-gwiazdor, mogę tylko powiedzieć, że Giljazutdinow jest wielkim, mądrym szkoleniowcem zarówno ze względu na treningi, jak również taktykę, a także prowadzenie gry. Naprawdę podoba mi się współpraca z nim.

 

 

Czy są w Rosji wielcy trenerzy?

 

Niech pomyślę... Wiadomo, że jest Nikołaj (Karpol - przyp aut.), odrażająca postać, o której nie można nie wspomnieć.... Nie wiem. Moim zdaniem są dobrzy, silni trenerzy. Być może są oni wielcy, ale uważam ich za dobrych szkoleniowców, ludzi, którzy wielu nauczyli grać, wygrali wielkie turnieje, złożyli na ołtarzu siatkówki swój wysiłek.

 

 

Bywa, że nie tylko wysiłek, ale, niestety, także życie. Mam na myśli tragedię Siergieja Owczynnikowa, który zgodnie ze swoją wolą odszedł z naszego świata po porażce na igrzyskach.

 

Jestem skłonna przypuszczać, że stało się to przez zbieg okoliczności i były inne powody niż porażka na turnieju olimpijskim - nie sądzę, by niepowodzenie w Londynie mogło tak wpłynąć na człowieka. W każdym razie chcę w to wierzyć. O rzeczywistych przyczynach tego zdarzenia nigdy nie dowiemy się. Możemy się tylko domyślać.

 

 

Gdzie zastała ciebie wiadomość, że Owczynnikowa już nie ma?

 

Byliśmy w Kazaniu, kilka dni po rozpoczęciu pierwszych treningów. O tragedii poinformowała mnie Katia Ułanowa, a ją poinformował jej mąż, więcej informacji jeszcze nigdzie nie było. Na początku w to nie uwierzyłam, zadzwoniłam do mojego męża i poprosiłam, aby wszystko wyjaśnił... Wszystkie dziewczyny były w szoku, nawet trzeba było odwołać trening. Nikt nie mógł uwierzyć, a niektórzy wciąz jeszcze nie wierzą w to, co się stało. Wielu obwinia mnie i Maszę Borisenko za to, że nie pojechałyśmy na pogrzeb. Miałyśmy turniej, ale mogłyśmy pojechać, jednak nie pojechałyśmy. I to nie tylko z powodu turnieju. Osobiście chciałam, aby Siergiej pozostał w mojej pamięci żywym, takim, jak go zapamiętałam, kiedy żegnaliśmy się przed wyjazdem z igrzysk.

 


Kiedyś mówiłaś, że zrobisz sobie przerwę, aby zostać mamą, a potem znowu wrócisz do siatkówki.

 

Okazuje się, że plany się zmieniają i obecnie wszystko uległo przełożeniu. Teraz nie chcę zapowiadać, jak będzie. Na pewno w takich przypadkach należy polegać na nim [kieruje spojrzenie w górę].

 

 

Wierzysz w Boga?

 

Tak.

 

 

Czy były w twoim życiu momenty, kiedy tobie pomógł czy jeszcze jakoś okazał swoją obecność?

 

Były, nie jeden raz. Uważam się za prawosławną, choć nie powiem, że ściśle przestrzegam wszystkich kanonów - nam nawet czysto fizycznie trudno jest pościć. Ale wierzę, że wiara jest tu [kładzie rękę na klatce piersiowej]. Nie boję się nie przestrzegać niektórych zasad, ale jednocześnie szczerze wierzyć. I otrzymywać wyraźne znaki że to działa. 

 

 

Braliście już z mężem ślub w cerkwi?

 

Na razie jeszcze nie.

 

 

W przyszłości?

 

Pożyjemy - zobaczymy. Jest to bardzo ważna, odpowiedzialna decyzja w życiu dwóch osób.

 

 

A jak ślub cywilny? Naprawdę po nim w waszym życiu nic się nie zmieniło?

 

Praktycznie nic. Jak już powiedziałam w jednym z wywiadów, po prostu zrobiliśmy przyjęcie dla naszych przyjaciół. Była też taka opcja, że my z Miszą mogliśmy po prostu złożyć podpisy na dokumentach. Ale kiedy zapytał mnie, który wariant wybierzemy, odpowiedziałam, że moi przyjaciele nie wybaczą mi wariantu z podpisami, bo wielu z nich nie ukrywało, że chcą pobawić się na naszym ślubie. Stało się dobrze, ludzie cieszyli się z nami.

 

 

Ty i Michaił pobraliście się 17 sierpnia, a następnego dnia Lesja Machno została Jewdokimową. Czy razem z nią specjalnie umówiłyście daty waszych ślubów?

 

Zgadza się, omawiałyśmy to. Tym bardziej, że mój ślub zbiegł się ze świętowaniem ślubu Natalii i Aleksieja Obmoczajewów – oni pobrali się jeszcze w marcu. I wiele z tych osób, które zapraszałam, już nie mogło przyjść, bo wcześniej zaprosili ich Obmoczajewowie. Dlatego rozmawiałam z Lesją, żeby ludzi nie rozdzielać aż na trzy wesela. Ale pobawiliśmy się wesoło. Lesja była u mnie, a następnego dnia poszliśmy do Lesji – nastąpiło sprawne przekształcenie się jednego ślubu w drugi. Z Kazania przyjechał nasz trener, Siergiej Nikołajewicz Czernyszow (dyrektor Dynama Kazań - przyp. aut.) wraz z żoną, lekarz, koleżanki z drużyny.

 

 

Czy byłoby możliwe dołączenie do Dynama wspomnianej przez ciebie Natalii Obmoczajewej, skoro już jest Jekatierina Gamowa?

 

A dlaczego by nie? To byłoby dobre, mielibyśmy jeszcze jedną grupę uderzeniową.

 

 

Gamowa i Obmoczajewa, dwie najlepsze atakujące Rosji, w jednym klubie? A co mówi powiedzonko o dwóch niedźwiedziach, które w jednym barłogu nie mogą się dogadać?

 

Nie jesteśmy niedźwiedziami, a cywilizowanymi ludźmi, do tego przecież dziewczynami. I jeśli jesteśmy na tej samej części boiska, cel jest jeden: wygrać.

 

 

 

Fot. 3. Jekatierina Gamowa i Natalia Obmoczajewa (fot. fivb.org).

 

 

 

 

Wcześniej czy później trzeba będzie zawiesić buty sportowe na gwoździu i zamienić sportowy dres na "cywilną" sukienkę. Kim będzie Jekatierina Gamowa po zakończeniu kariery zawodniczki?

 

Nie trenerką - to na pewno. Po pierwsze, to jest ciężka praca, po drugie - rozjazdy i przejazdy, które już ciężko znoszę, ale na razie muszę. Jednak jestem przekonana, że moja przyszła praca będzie jakoś związana ze sportem.

 

 

Może zostaniesz agentką sportową?

 

Nie, to nie dla mnie.

 

 

Dlaczego?

 

Wiem dlaczego, ale nie wiem, jak to powiedzieć... [zamyśla się, uśmiecha]. My zawodnicy, żartujemy w swoim gronie, że działalność agencji zbliżona jest do pracy prostytutek. Agenci mają własną kuchnię, nie każdy może mieszać w ich kotle. A ponadto, to skomplikowana praca, nie tylko dla mnie. Bardziej nadaję się na pracownika niż na kierownika.

 

 

Polityka?

 

Nie. Nie jestem zainteresowana. Nie chcę się pakować w to wszystko. Jestem zainteresowana sportem. Przynajmniej na tym się znam.

 

 

Rozczarowałaś się całkowicie dziennikarstwem?

 

Tak, ostatecznie i raz na zawsze! Prawdopodobnie z uwagi na fakt, że przez długi czas jedno maleńkie rozczarowanie nakładało się na inne, wszystko to nagromadziło się i w pewnej pięknej chwili zrozumiałam, że nie chcę być dziennikarzem. Być może nawet nie będę kończyć studiów na wydziale dziennikarstwa.

 

 

Być może boisz się wzrastającej liczby nieprofesjonalistów?

 

Rzeczywiście, tak! Na przykład po meczach zadają te same pytania. Nudne. Jest bardzo, bardzo mało ciekawych wywiadów. Spośród ostatnich pamiętam wywiad video, który zrobiła w Moskwie dziewczyna z "Russia Today". Bardzo mnie zaciekawił.

 

 

Czytanie też nie jest tobie obce? Nie mówię tu o filmie, pamiętając o tym, kim jest twój mąż.

 

Teraz czytam "Baryłeczkę" (franc. „Boule de Suif”, ros. „Пышка” - przyp. tłum.) Guy de Maupassant’a, ale w tej chwili idzie mi to niemrawo, jakoś przystopowałam czytanie. Odnośnie kina, to nie szukam jakiś nowinek, całkowicie polegam na zdaniu Miszy. Mąż proponuje i oglądamy film. Nie ma czegoś takiego, że "Powinniśmy to obowiązkowo obejrzeć!".

 

 

Gdzie wolisz oglądać filmy - w domu czy w kinie?

 

W Kazaniu - w kinie, w Moskwie - w domu. Prawie co wieczór włączamy przed snem jakiś film, ale zazwyczaj nie kończymy oglądania - zasypiamy.

 

 

Reżim?

 

Tak, bez niego droga wiedzie donikąd. Nie wykona się nawet połowy pracy, którą codziennie wykonujesz. Reżim jest już przyzwyczajeniem i potrzebą. Przyzwyczajenie - wstawać o tym samym czasie, potrzeba – gdy w ciągu dnia zaczynasz spać. Wszyscy sportowcy śpią w ciągu dnia, mamy więc takie przedszkole dla dorosłych.

 

 

Często udaje ci się wyrwać z Kazania do domu w Moskwie?

 

Często, dzięki trenerowi. Oczywiście, chciało by się częściej, ale wszystko w granicach rozsądku.

 

 

Które miasto nazywasz rodzinnym?

 

Moskwę. Czelabińsk jest tym miejscem, w którym się urodziłam, tym miastem, w którym pozostała rodzina.

 

 

Przenieśliście się do stolicy w 2004 roku. Jak szybko udało ci się dostosować do moskiewskiego rytmu życia? Zgodzisz się, że bywać w Moskwie a mieszkać w Moskwie to zupełnie inne rzeczy?

 

Bezwzględnie. Ale bardzo szybko dostosowałam się do życia w Moskwie. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że scaliłam się z tym tłumem, który się przetacza. I ledwie zwracam uwagę na przyjezdnych - a widać, że ktoś jest przyjezdnym, bo zatrzymał się w metrze, aby przeczytać jakąś tabliczkę. Wtedy reaguję automatycznie: "Dlaczego tu stoisz, odsuń się na bok!" I spokojnie mieszkam w tym mieście.

 

 

Kiedy spytaliśmy jedną z twoich koleżanek z kazańskiego Dynama, co zespół podaruje trenerowi na 23 lutego, odpowiedziała: "Szachy. On lubi wszystkie z drewna".

 

Nie wiem, co miała na myśli, mówiąc o drewnianych, ale nasz trener rzeczywiście lubi szachy i backgammon. Na urodziny podarowałyśmy mu duży piękny zestaw do tych gier. A 23 lutego składaliśmy życzenia wszystkim mężczyznom w klubie - prezenty wybrała Masza Borodakowa i nasz księgowy.

 

 

Można porównywać siatkówkę do gry w szachy?

 

Myślę, że tak. Oczywiście, w siatkówce ważna jest kondycja fizyczna, ale również powinna być dobra taktyka.

 

 

W przeciwieństwie do piłki nożnej, na której zna się w naszym kraju każdy oprócz tych jedenastu, którzy są na boisku w rosyjskich strojach reprezentacyjnych, siatkówka nie jest tak popularna. Nawet można by ją nazwać elitarną: pozornie prosta - tylko trzy odbicia piłki, ale tymi trzema odbiciami drużyna musi coś zrobić, aby pokonać przeciwnika. Co takiego?

 

Myśleć szybko, gdy do ciebie leci piłka. Poszło do ciebie podanie, trzeba atakować, ale przed atakiem w ułamku sekundy należy zobaczyć blok i zadecydować, gdzie zaatakować. Wszystko dzieje się bardzo szybko i, jeśli głębiej temu się przyjrzeć, wykonanie tego jest na pewno złożone. Ale dla nas już to nie jest takie trudne. Wszystko odbywa się przez doświadczenie, instynkt, wiedzę. To przychodzi z wiekiem.

 

 

Czy do zespołu dobiera się rozgrywającą pod Gamową?

 

Nie, nigdy nie bierze się rozgrywającego pod tego czy innego zawodnika. Dobranie zespołu jest prerogatywą trenera, on decyduje, z jakim wojskiem stanie do boju. I w tej kwestii nigdy nie będzie się konsultować z zawodnikami, to w zasadzie nie jest możliwe.

 

 

Na ile stosunki między zawodnikami na boisku są przenoszone poza halę?

 

To rzeczywiście czasem się zdarza. Oczywiście, nie wszystko, ale tak bywa. Jednak jeśli ma się w życiu normalne relacje międzyludzkie, to na boisku wszystko będzie w porządku. Zdarza się, że poza boiskiem nie komunikujesz się z partnerem, ale jesteśmy profesjonalistami i musimy iść pracować. Jeśli ludzie nie mogą sobie poradzić i przenoszą na boisko jakieś niezbyt dobre relacje osobiste, to jest źle.

 

 

Jakie są słabe punkty Jekatieriny Gamowej? Na co pozwalasz sobie od czasu do czasu?

 

Na płacz. Jestem bardzo emocjonalną osobą, mogę i cieszyć się, i płakać. Jak mówi mój mąż: "Dobrze jest popłakać, bo ty płaczesz, a potem się śmiejesz".

 

 

Kiedy zrozumiałaś, że siatkówka z jej zwycięstwami i porażkami, to tylko sport, a nie coś najważniejszego w życiu?

 

Dość dawno temu. W pewnej chwili zabrakło mojej mamy i od tego momentu wiem na pewno: zwycięstwa, porażki są radościami lub smutkami, ale nie są najważniejszymi rzeczami w życiu. Zgadzam się, po takich stratach następuje przemyślenie wszystkiego, co dzieje się na tym świecie i zrozumienie tego, że zdrowie rodziców i najbliższych jest najważniejsze.

 

 

Twój ojciec...

 

Nie brał udziału w moim życiu, nie znam go. Można powiedzieć, że go nie było.

 

 

Czy istnieje coś, czego nigdy nie wybaczysz innym ludziom?

 

Nie, nie jestem mściwa. Za bardzo siebie kocham, aby pamiętać o czymś niezbyt miłym i powiedzieć sobie: "Tego czegoś temu człowiekowi nigdy nie wybaczę!" Jeśli ludzie w jakiś sposób są negatywnie do mnie nastawieni, po prostu idę dalej, wykreślając ich z mojego życia.

 

 

 

 

Rozmawiał - Aleksandr Jegorow.

 

Tłumaczenia - Maksymilian Prozorowski.

 

 

 

 

fot. cev.lu

Zaloguj się aby dodać komentarz:

Gdy była jeszcze dzieckiem zmarła jej matka, później opiekowała się nią babcia, która też w dość krótkim okresie po matce zmarła. Po babci zajmowała się nią ciotka - jej pierwsza trener siatkarski.
max2007
2013-04-02 23:05:06

Jej słowa o Karpolu są dość... interesujące. To chyba pierwsza tak negatywna wypowiedź na jego temat. Zawodniczki zazwyczaj w wywiadach mówiły, że na boisku drze się na nie jak stare gacie, ale poza nim jest zupełnie innym człowiekiem - troskliwym, opiekuńczym, itd. Widać Gamowej nie było z nim po drodze, hehe.
estranged
2013-04-02 21:59:39

Nie, ojciec zostawił jej matkę, kiedy ta była w ciąży z Katją. Potem założył gdzieś inną rodzinę, a Jekatieriną się w ogóle nie interesował. Przy okazji ślubu Gamowej ukazał się długi wywiad z jej ciotką, która trochę opowiadała o tym, jak to wyglądało.
estranged
2013-04-02 21:57:23

dzięki za wstawienie tego wywiadu :)
Wojtek13
2013-04-02 21:53:17

Odrażająca postać* hahaha.
Logan
2013-04-02 21:48:16

Katja nie miała ojca? a tak w ogóle rozwaliła mnie tym co powiedziała o Karpolu, odrażający człowiek, hahah. Miła dziewczyna, dzięki za wywiad. Fajnie jest poczytać co myślą poszczególne siatkarki nie tylko o środowisku siatkarskim a także o życiu. Gratuluje wywiadu.
Logan
2013-04-02 21:43:17

Super wywiad. Dziękuję za taką delicję na wieczór :)
Anka
2013-04-02 21:16:33

« Poprzednia 1 Następna »

Ostatnio dodane

Zagraniczne

Polskie

English version

Transfery

Felietony

Tłumaczenia

Współpracujemy

Znajdź nas na:

Reklama z blokaut.net:

Nasza witryna wykorzystuje Cookies


Witryna wykorzystuje cookies w celu poprawnej realizacji dostarczanych usług i informacji oraz w celach gromadzenia anonimowych informacji statystycznych, dotyczących używania serwisu przez użytkowników.
Kontynuując przeglądanie serwisu bez zmian ustawień przeglądarki akceptujesz zapisywanie plików cookies.

X