"Brać tylko tych zawodników, którzy są gotowi do gry nie za mamonę, a dla honoru swojego kraju"

2012-11-13 08:00:00
3 komentarzy
qwe

Rosyjski "Rolling Stone" spędził dzień z kluczowym graczem siatkarskiej reprezentacji Rosji, mistrzem olimpijskim z Londynu, Siergiejem Grankinem.

Nagranie olimpijskiego meczu finałowego Rosja - Brazylia do dziś pokazywane jest przez telewizję. Podobnie rozgrzewających meczów jest niewiele w historii siatkówki. W moim życiu na pewno takiego meczu nie było - mówi 27-letni Grankin. 0:2 w setach na naszą niekorzyść (gra kończy się, gdy jedna z drużyn wygra trzy), wynik w trzecim - 23:24, Brazylijczykom wystarczyło zdobyć jeden punkt - i są mistrzami. - To można porównać do kluczowego momentu II Wojny Światowej - mówi Siergiej. - Armia została okrążona ze wszystkich stron, nie ma dokąd pójść, pozostało tylko z okrzykiem "Hura!" rzucić się w bój, a później - co będzie, to będzie. Paradoksalnie, w tych chwilach, po raz pierwszy podczas gry zrelaksowałem się. Nerwy odłączyły się. I zagraliśmy! Brazylijczycy, oczywiście, po swojemu "pomogli". Oni już otwarcie świętowali, a później nie potrafili się skoncentrować.

 

 

 

Dziś Siergiej również gra - przeciwko Tjumeniowi w Pucharze Rosji. - Po igrzyskach jest ciężko zmotywować się na takie mecze - mówi. - Dobrze, że będę rezerwowym - trener wystawi skład półrezerwowy.

 

 

 

Spotykamy się po porannym treningu moskiewskiego Dynama, którego kapitanem jest Grankin. Typowy jego dzień: rano - siłownia, rozciąganie mięśni, ćwiczenia wyskoków, podań i przyjęć. Potem - obiad i odpoczynek. Wieczorem - mecz, a jeśli go nie ma - znowu trening. Łącznie codziennie co najmniej cztery godziny siatkówki. - Zdarza się, że nawet porzygasz się od tego wszystkiego - mówi Sergiej.

 

 

 

Pałac Sportu przy ulicy Ławoczkina, gdzie trenuje i gra Dynamo, do którwgo wieczorem samochodem z centrum Moskwy można nie dojechać nawet w dwie godziny, z zewnątrz wygląda okropnie. Chodzimy wokół budynku z 1980 r., Sergiej pokazuje "atrakcje" - zniszczone ściany z nieprzyzoitymi graffiti fanów, transparent z czasach sowieckich "Witamy uczestników zawodów", zapomniany, opuszczony basen, sklep z częściami samochodowymi, klinika weterynaryjna. Siatkówka - to niemal kwintesencja dzikiego rosyjskiego kapitalizmu. W Moskwie na nią nie chodzą, typowy mecz gromadzi tylko dwa, trzy tysiące ludzi. Szlagierowe mecze, zdaniem Grankina, zgromadzą, daj Boże, pięć do sześciu - gdy Dynamo gra z Kazaniem, Nowosybirskiem lub Odincowem. W telewizji mecze o mistrzostwo Rosji można zobaczyć dwa lub trzy razy w miesiącu, dochodów z reklam - zero, hale i sale - w stanie póławaryjnym. Jednakże istnieją "grube ryby", które wpompowują w siatkówkę miliony dolarów, przekształcając ją w niezłą "pralnię".



- Teraz nie ma żadnego sensu jechać za granicę - mówi Grankin. - Wręcz przeciwnie, z całego świata przyjeżdżają do nas. W Rosji są obecnie najbardziej lukratywne kontrakty. Może konkurować tylko z Włochami, ale tam od każdej umowy zawodnicy płacą wysokie podatki, a tutaj można je obejść. Z grubsza biorąc, podpisujesz umowę we Włoszech za 300 tysięcy dolarów rocznie - dostajesz na rękę 180. U nas podpisujesz na trzysta - i dostaniesz trzysta.

 

 

 

Fot. 1. Siergiej Grankin podczas spotkania Fakieł Nowy Urengoj - Dynamo Moskwa

(fot. fakelvolley.com).

 

 

 

 

Mijamy dwupiętrowy budynek z szyldem "Świat szaszłyków". Już pora obiadu, proponuję Sergiejowi zajść tam, ale on kategorycznie odmawia, tłumacząc niską jakością posiłków. Później staje się jasna jeszcze jedna przyczyna odmowy.


- Dorastałem w kraju Stawropolskim, w Kisłowodsku, Rosjanom tam nie jest łatwo - powiedział Siergiej. - Należy mieć powiązania, wpływowych przyjaciół, aby nie czepiali się ciebie Czeczeńcy, Dagestańczycy i inni. W mojej szkole były nieustanne potyczki na tle narodowościowym. Jeden z moich szkolnych nierosyjskich kolegów nieustannie mi dokuczał. Od tego czasu ja ich... nie bardzo. Chociaż przecież ludzie są różni.

 

 

 

W końcu Siergiej prowadzi do baru piwnego "Yorkshire", który postrzegany jest tu jako elitarny. - Miejsce sprawdzone, każdy mnie tutaj zna - mówi. - Często tu przychodzimy z chłopakami po meczach odprężyć się, wypić piwo.


- A możecie? - zdziwiłem się.

- Po szklaneczce - dlaczego nie? Tylko strzelcom nie wolno pić alkoholu. On u nich zrównany jest z dopingiem. Czy wiesz, że jeśli wypije się sto gramów koniaku, ręka przestaje drżeć?

 

 

 

Przy wejściu z Grankinem wita się przyjacielsko szatniarz. Na drzwiach głównej sali wisi plakat: Stas Namin, grupa "Kwiaty". - Idziesz? - pytam Grankina. Wzrusza ramionami i opowiada o tym, jak kształtował się jego gust muzyczny.


- W 1997 roku składzie zespołu kisłowodskiego pojechałem na mistrzostwa Rosji młodzików. Zamieszkaliśmy w jakiejś szkole, mieszkaliśmy po sześć osób w pokoju. Jeden z chłopaków miał ze sobą magnetofon i kasetę zespołu Sektor Gaza, "Gulaj, mużik" (Baw się, chłopie - przyp. tłum.), jak pamiętam. Całymi dniami jej słuchaliśmy. W Londynie, na przykład, przed ciężkimi meczami razem z chłopakami słuchaliśmy "Czastuszki" (Przyśpiewki - przyp. tłum.) Jurija Hoja. Sania Sokołow kupił stację do iPhona i puszczaliśmy na pełnej głośności żeby rozładować atmosferę. (śpiewa) - Zza lasu, zza gór, chłop pokazał siekierę, ale nie tylko pokazał - do ch**a ją przywiązał (śmieje się). A jeszcze, w tym roku odpoczywałem z przyjacielem na Dominikanie, poszliśmy do dyskoteki w hotelu Hard Rock - przez miejscowych uważana jest za największą. Jest tam sklepik rockowy - instrumenty, różne dodatki. Patrzę - wiszą koszulki Sektora Gaza, wyobrażasz sobie? Na Dominikanie!

 

 

Siadamy przy stoliku. Zanim kelner przyjmie zamówienie pytam, czy można wyłączyć radio, które słychać w całym barze i włączyć Sektor Gaza? - Zaraz poproszę menedżera - odpowiada. Pięć minut później wrócił z przeprosinami: - Klienci nie rozumieją.

- A czy na naszym stole możemy włączyć na laptopie?

- Proszę bardzo. I tak zrobiliśmy.

 

 

 

Fot. 2. Radość Rosjan po zwycięstwie z Amerykanami w grupowym spotkaniu podczas IO 2012 (fot. fivb.org).

 

 

 

- My w zespole możemy nawet ostro wypić, ale tylko wtedy, gdy jesteśmy na urlopach lub gdy jest duża przerwa pomiędzy zawodami - mówi Grankin. - Wówczas trener daje zielone światło - 'pozwalam'. On rozumie, że nagromadzony stres musi być usunięty. Do baru na całą noc, na łono przyrody z szaszłykami, na karaoke - w tym wszystkim bierzemy udział. Jeśli pracujesz na pełnych obrotach, to tak samo należy odpoczywać. Ale podczas turnieju - nie, nie. W mojej młodości był przypadek, kiedy złamałem zasadę - przyszedłem na trening w dniu meczu po nieprzespanej nocy. Trenowałem normalnie, młody organizm wytrzymał. Ale trener mimo wszystko wyczuł. Podszedł do mnie: "Zabawiłeś się wczoraj?" "Zabawiłem" - mówię. "Więc to był ostatni raz." Dlatego, oczywiście, nie chcę zostać trenerem. Po sobie wiem, jak trudno jest utrzymać zespół w ryzach i przy tym utrzymywać ze wszystkimi dobre stosunki. Nie mam wystarczająco dużo cierpliwości. Właśnie wyszedłem z treningu i pojechałem, powiedzmy, z przyjaciółmi do baru. Kto będzie o tym wiedzieć? A wieczorem - mecz... 

 

 

Przez dziwny zbieg okoliczności, w 1992 roku, gdy został wydany album "Gulaj, mużik", Grankin zaczął grać w siatkówkę. - Stało się to przypadkowo - wspomina. - W Kisłowodsku było wiele silnych sekcji sportowych - siatkówka, koszykówka i wrestling. Pewnego dnia do nas, do szkoły przyszła trenerka siatkówki - agitować. Pomyślałem - chodzić czy nie? I tak nic nie robię po szkole. I tak się zaczęło kręcić. Później, w dziewiątej klasie sześć osób z naszego zespołu, w tym także ja, zostało zaproszonych na przegląd do Jarosławia. Pojechaliśmy, a ja zostałem wybrany. Rodzice, mimo że miałem tylko 14 lat, powiedzieli "Zdecyduj sam, twój wybór." I poszedłem do Jarosławia. Grałem tam przez siedem lat, przebiłem się do pierwszego zespołu. Stamtąd właśnie przyjechałem do Moskwy, ale to nie jest przyjemna historia. Graliśmy z Dynamem, a po meczu do mnie i jednego z moich przyjaciół przyszedł szef Dynama - tak i tak - mówił - chcę, żebyście przeszli do nas. Wiedzieliśmy, że to zupełnie inny poziom, ale mieliśmy ważne umowy jeszcze na dwa lata. W końcu po prostu uciekliśmy, nie mówiąc nic nikomu. Obecnie nas by oskarżono, ale wówczas nie było prawa chroniącego umowy. Z jarosławskim trenerem zobaczyłem się dopiero po dwóch i pół roku - trzeba było odebrać książeczkę pracy. Nie mogłem mu spojrzeć w oczy, tak mi było wstyd. Wychowywał mnie, uczył, a ja jemu - nóż w plecy. Był bardzo urażony. Potem, powoli, wszyscy zaczęli rozmawiać, a teraz stosunki są normalne. Myślę, że mi przebaczył. Jest mało prawdopodobne, że trafiłym do reprezentacji z Jarosławia... 

 

 

Grankin zauważalnie onieśmiela się - Życiowa piosenka, tak już jest. Mówię jak człowiek, który spędził kilka lat w domu studenckim - akurat w Jarosławiu. Ściany były oczywiście z kartonu. I nie daj Boże jeśli nie masz dziewczyny, a sąsiad ma. Słychać wszystko, nie da się zasnąć. I 'rozładować się' nie można, bo w pokoju nie jesteś sam. (śmiech)

 

 

 

Interesuję się, czy zabraniają siatkarzom seksu w czasie turniejów wyjazdowych. - Nie wolno nam zabierać żon i dziewczyn na Igrzyska Olimpijskie, mistrzostwa świata - mówi Siergiej. - Mogą zatrzymać się tylko w innym hotelu,  jeśli przyjadą na zawody. Cierpieć, ale mieszkać z zespołem - w żadnym przypadku, to jest bardzo przestrzegane. Są okresy, kiedy trenerzy dają dyspensę, na przykład na pierwszym obozie przed sezonem. W tym roku przygotowywaliśmy się w Anapie, gdzie pozwolono nam na dwa tygodnie wziąć ze sobą swoje żony i mieszkać z nimi na terenie bazy. A wiesz, jeśli nawet usunęli by ten zakaz, ja bym swojej żony mimo wszystko nie brał ze sobą na zawody. Myśleć cały czas, czy jest najedzona czy nie, dojechała gdzieś czy nie dojechała... Nie można się rozpraszać.

 

 

 

Fot. 3. Liga Światowa 2012 (fot. fivb.org).

 

 

 

- Pierwszy w życiu magnetowid przywiózł ojciec z pobytu na delegacji w roku 1991 - wspomina Grankin. - Ale co można było oglądać w domu? Wszekie bzdury, komedie, kreskówki. W akademiku mieliśmy również magnetowid - tam już wszystko było dla dorosłych (śmiech). Chodziliśmy z chłopakami do sklepu, który był naprzeciwko, przez ulicę. Kupiliśmy jedną kasetę z jakimś kryminałem, a pięć z porno. Z kryminałem dla odwrócenia uwagi, żeby ktoś nie musiał się wstydzić. A potem pojawił się u mnie komputer. I wtedy 'wieża' została całkowicie zburzona.


 

Pytam Siergieja, dlaczego nie ma przyzwoitego komputerowego symulatora siatkówki. - Bardzo trudna do odtworzenia jest mechanika zawodnika - mówi. - To jest o wiele trudniejsze niż w piłce nożnej lub koszykówce. Na Xbox jest żeńska siatkówka plażowa, ale w sumie gra taka sobie - na czwórkę minus. Marzyłem, aby się tym zająć. Jeden z moich znajomych jest bardzo utalentowanym programistą. Myślałem żeby zainwestować, utworzyć firmę do produkcji gier komputerowych. Ale potem dowiedziałem się wszystkiego i zrozumiałem, że jest to bardzo poważny biznes, że trzeba zajmować się nim dzień i noc, dlatego sam tego nie pociągnę. Może spróbuję, kiedy skończę karierę. W ten biznes trudno jest wejść, wszystkich zgarniają wielkie firmy jak Ubisoft. Ale jeśli się wejdzie, jest to bardzo opłacalna sprawa. Inwestujesz 20 milionów dolarów, aby otrzymać dwieście.

 

 

- To wszystko było w moim dzieciństwie. I sadziłem ziemniaki i pieliłem buraki, i rozładowywałem obornik, i siano zbierałem. Mój ojciec nadal robi to wszystko sam. Niedawno jeździłem do niego, do Kisłowodska. Pomagałem. Kiedyś zaproponowałem mu przeprowadzkę do Moskwy, jednak odmówił. "Czym tam się będę zajmować?" - mówił. "Wpatrywać się całymi dniami w wasze pudło?" (telewizor - przyp. tłum.)




Próbuję dowiedzieć się, jak ojciec zareagował, gdy jego syn został mistrzem olimpijskim. - On wciąż ogląda! Pierwsze trzy doby w ogóle zza stołu nie wychodził,  nie mógł się oderwać nawet, żeby wyjść do toalety. Całe miasto zeszło się do naszego domu, jedni wyjeżdżalli, inni przyjeżdżali, taśmociąg, tylko nadążaj przyjmować. Właściwie do dziś jeszcze świętują, nie żartuję!

 

 

 

- Nie byłem żebrakiem, ale bywały ciężkie czasy. Kiedy dorastałem, mój ojciec pracował w fabryce. W końcu lat 80-tych, przez kilka lat, nie zawsze płacono mu wynagrodzenie. Jedzenie było w domu, ale nic poza tym. Ojciec dawał mi 10 rubli tygodniowo. To wystarczało dokładnie na to, żeby autobusem pojechać do szkoły sportowej i wrócić. Ale ja przez całe miasto chodziłem pieszo, oszczędzałem. A gdy przyjechałem do Jarosławia - podpisałem swoją pierwszą umowę, 370 rubli miesięcznie. Pieniądze dla mnie były fantastyczne! I w dodatku ciebie karmią, ubierają, zapewniają schronienie. Pozostawało mi po 300-350 rubli, aż do pojawienia się u mnie choroby komputerowej, po prostu nie wiedziałem, jak je wydawać. A pierwszy duży zakup zrobiłem, kiedy już przeniosłem się do Moskwy. W 2006 r. otrzymałem nagrodę za drugie miejsce w Lidze Światowej i wówczas kupiłem sobie Hondę Accord. Myślałem: jaki ja jestem bogaty!

 

 

 

- Nigdy na nic nie chorowałem, tfu, tfu. Choć w młodości, zanim poznałem swoją żonę, dużo się zabawiałem. Ale jestem odpowiedzialny, co półrocze bez problemów przechodziłem badania lekarskie. A jeśli chodzi o seks - to tylko z prezerwatywą, bez dyskusji.

 

 

Z żoną Grankin poznał się dziewięć lat temu, to jest gdy miał osiemnaście lat. I od tego czasu jest monogamistą. - Przypadkowo się zdarzyło, w zasadzie jak wszystko w moim życiu - mówi Siergiej. - Dzwoni do mnie przyjaciel: "Słuchaj, wybieramy się z moją dziewczyną do klubu, a ona zaprosiła też przyjaciółkę. Nie bardzo jakoś tak, dołączysz do nas?". Cóż, dołączyłem. Wczoraj akurat minęły trzy lata, odkąd jesteśmy oficjalnie małżeństwem.

 

 

 

- My, oczywiście, gramy w reprezentacji bez wynagrodzenia. Premię otrzymujemy tylko za zajęcie trzech pierwszych miejsc, a poza tym ani kopiejki, jak również żadnej umowy. W Londynie obowiązywały takie same zasady. Władymir Romanowicz Alekno (trener siatkarskiej reprezentacji Rosji - przyp. aut.), kiedy przyszedł do zespołu, pierwszą rzeczą którą zrobił, to do każdego podszedł i zapytał: "Czy jesteś gotowy grać za darmo?" Nikt nie odmówił. Uważam, że to jest prawidłowe. W reprezentacji piłki nożnej tak samo należy zrobić. Brać tylko tych zawodników, którzy są gotowi do gry nie za mamonę, a dla honoru swojego kraju. Niech nawet zostaną sami młodzi, niech przegrają, ale będą umierać na boisku o każdą piłkę, a to już będzie zupełnie inaczej wyglądać.

 

 

 

Jednak po Igrzyskach Olimpijskich Grankin, jak i cały zespół reprezentacji siatkarskiej, nie ma na co narzekać. Co ugrali - to otrzymali: po dwieście tysięcy euro za "złoto" dla każdego gracza od prezydenta Putina i burmistrza Sobianina, plus po samochodzie Audi A6. - Jeszcze wręczano Order Przyjaźni Narodów - opowiada Grankin. - Osobiście nagradzał Putin, cały zespół udał się na Kreml. Później wszedłem na Wikipedię, bo mnie to zainteresowało: okazuje się, że order wręcza się za wkład w rozwój stosunków między Rosją i innymi krajami. Po przejściu na emeryturę uprawnia on do bezpłatnych przejazdów i zniżek za usługi komunalne. Ale nadal nie rozumiem, dlaczego właśnie nam go wręczono. W końcu wszystkie inne kraje upokorzyliśmy - więc jaka tu przyjaźń? (śmiech)

 

 

 

Grankin patrzy na zegarek - do meczu z Tjumeniem pozostało prawie nic. - Nadszedł czas - komenderuje. Płacimy i wychodzimy na ulicę. - Najważniejsze to nie spotkać teraz trenera - konspiracyjnie mruga Siergiej. - Jeśli już - to właśnie przyjechałem.

Na koniec pytam, czyjego gniewu mistrz olimpijski obawia się bardziej - trenera czy żony. - Ojca - mówi. - To dla mnie największy autorytet. W ciągu całego życia najmocniej po szyi oberwałem od niego. Za co? Usłyszał, że na podwórku wygadywałem sprośności.

 

Podczas naszego spotkania Grankin nie przeklnął ani razu.

 

 

 

Rozmawiał - Jewgienij Lewkowicz.


Tłumaczenie - Maksymilian Prozorowski.




fot. fivb.org

 

Zaloguj się aby dodać komentarz:

Super,że przetłumaczyliście ten wywiad,materiał świetny,ciekawa historia Siergieja Grankina
luck191
2012-11-15 21:11:48

Ten wywiad jest super, i to zrobiony przez pismo muzyczne, a nie siatkarskie. Wszystko zależy od dziennikarza, czy potrafi złapać kontakt z rozmówcą i pozwoli mu mówić, a nie ukierunkowuje rozmowę wg. jakiegoś schematu. No i czas i miejsce - nie w biegu pomiędzy meczem a szatnią, tylko gdzieś na mieście, na luzie.
dx
2012-11-13 11:57:37

strasznie, bardzo, bardzo dziękuję Redakcji za ten matariał!:)
serek
2012-11-13 10:53:12

« Poprzednia 1 Następna »

Ostatnio dodane

Zagraniczne

Polskie

English version

Transfery

Felietony

Tłumaczenia

Współpracujemy

Znajdź nas na:

Reklama z blokaut.net:

Nasza witryna wykorzystuje Cookies


Witryna wykorzystuje cookies w celu poprawnej realizacji dostarczanych usług i informacji oraz w celach gromadzenia anonimowych informacji statystycznych, dotyczących używania serwisu przez użytkowników.
Kontynuując przeglądanie serwisu bez zmian ustawień przeglądarki akceptujesz zapisywanie plików cookies.

X