Etyka etyką, ale liczba wejść musi się zgadzać

2012-10-09 20:00:00
5 komentarzy
qwe

Rzecz o pewnej kontuzji i informacjach z nią związanych, czyli jak się robi czytelnika w przysłowiową trąbę?

Wczoraj polskie media obiegła zatrważająca wiadomość o stanie zdrowia polskiego zawodnika, Bartosza Kurka. Konkretnie rzecz ujmując, strona sportowa pewnej dużej polskiej gazety podała informację, która w trybie pilnym i nad wyraz zgrabnie, została potem skopiowana przez niemal wszystkie portale siatkarskie. Chodzi o informację na temat dokładnej diagnozy urazu, którego w meczu z Iskrą Odincowo doznał nasz zawodnik. Przez kilka dni po spotkaniu w prasie, głównie rosyjskiej, pojawiały się dość sprzeczne doniesienia na ten temat. Jurij Czerednik w pomeczowym wywiadzie był niemal załamany kontuzją Bartka. Mówił, iż jest to prawdopodobnie coś bardzo poważnego, z kolei według pierwszych doniesień z oficjalnej strony Dynama wynikało, że Kurek zostanie wyłączony z gry nawet na dwa miesiące. Następnie można było przeczytać nieoficjalne informacje (również w rosyjskiej prasie) mówiące o zerwaniu ścięgien Achillesa. Dopiero później sam Bartek na swoim facebookowym profilu uspokoił wszystkich, że nie powinno być tak źle, i że przerwa potrwa około trzech tygodni. Jednak oficjalnych wiadomości na temat wyników badań ze strony klubu wciąż nie było.

 



Dopiero po przegranym spotkaniu z Jarosławiczem Jarosław trener Czerednik, w telefonicznej rozmowie z agencją RIA Novosti, dokładnie powiedział, co dolega Kurkowi: - Mamy już dokładne wyniki badań. Lekarze zdiagnozowali u niego naderwanie więzadła. Jego przerwa potrwa od trzech do sześciu tygodni, prawdopodobnie około miesiąca. Kontuzja nie jest tak groźna, jak wydawało nam się na początku.  


Czerednik w rozmowie dwukrotnie podkreślił, że uraz nie jest tak poważny, jak na początku sądzono. Dodał także, że mimo dobrych występów zmiennika, Aleksandra Markina, zespół wyraźnie odczuwa brak Polaka w pierwszym składzie.

 



Wszystko jasne, klarowne i oczywiste, prawda? Otóż, nie do końca. Kilka godzin po ukazaniu się wypowiedzi Czerednika na naszym portalu, gdzie indziej pojawiły się wiadomości o zgoła odmiennej wymowie. Tytuł artykułu "Kontuzja byłego siatkarza PGE Skry Bełchatów Bartosza Kurka groźniejsza niż przewidywano", a w nim czytamy między innymi, że "Jurij Czerednik stwierdził, że Kurek ma naderwane więzadła w stawie skokowym, dlatego musi pauzować dłużej. - Leczenie potrwa od trzech do sześciu tygodni. W tym czasie będziemy musieli radzić sobie bez niego - dodał."

 



Pomijając fakt, że drugie zdanie, rzekomo wypowiedziane przez trenera Dynama, tak naprawdę wcale nie padło, to zastanawia mnie fakt przeinaczania sensu wypowiedzi rosyjskiego szkoleniowca, który nigdy nie twierdził, że uraz Kurka jest lekki, łatwy i przyjemny. A już na pewno nie miał zamiaru zakrzywiać rzeczywistości i kontinuum czasowego, twierdząc, iż 6 tygodni to dłużej niż dwa miesiące. Trudno się też przyczepić do samego zawodnika, który pisząc o dwóch-trzech tygodniach przerwy, wcale tak bardzo się nie pomylił i jego wypowiedź w zasadzie nie różni się od wersji Czerednika. Warto też pamiętać o tym, że zawodnicy mają czasem trochę inne spojrzenie na swoje kontuzje i chcieliby wrócić do gry jak najwcześniej. Przykład z naszego rodzimego podwórka: Sylwia Wojcieska po swoim wypadku w Szamotułach mówiła, że jej przerwa potrwa około miesiąca. Ale dosłownie chwilę później trener Jerzy Matlak ocenił czas rehabilitacji na minimum dwa miesiące. Dziś wiemy, że Sylwia straci przynajmniej pół roku. Takie sytuacje pokazują, że czasem zawodnicy podchodzą do swoich urazów bardziej "życzeniowo" niż realnie.

 

 



Skąd więc to sianie paniki? Skąd redaktor piszący ów artykuł wziął słowa, które nigdy nie padły i w jakim celu ich użył? Podgrzaniu atmosfery przed spotkaniem Dynama z PGE Skrą Bełchatów w Lidze Mistrzów? Bo trudno to nazwać pomyłką. Nie trzeba wcale znać perfekcyjnie języka rosyjskiego, by przełożyć te kilka zdań na nasz język. Nawet translator popularnej przeglądarki internetowej Google, w tłumaczeniu na angielski czy polski, żadną miarą określeń, które padły we wspomnianym artykule, nie podaje.

 

 

Fot. 1. Kontuzjowany Bartosz Kurek (fot. volley.ru).

 



Nie to jednak najbardziej zwróciło moją uwagę.



Nie jestem w stanie pojąć, jakim cudem większość polskich portali internetowych w mgnieniu oka skopiowało wiadomość o kontuzji Kurka, nie zadając sobie nawet trudu na sprawdzenie, czy ta informacja jest prawdziwa, nie weryfikując jej z tym, co sami pisali wcześniej. A przecież doniesień o kostce Bartka było co niemiara. Wystarczyło przypomnieć sobie lub zajrzeć do archiwum własnego portalu. Oczywiście to wymagałoby pewnego wysiłku, a po co, skoro wystarczy przekopiować, jak to się robi często i gęsto, przeklejając tylko źródło i parafrazując kilka zdań. A czy źródło jest dobre i informacje zawarte w danym artykule są prawdziwe, to jakie ma to znaczenie? Jest norma wyrobiona na dany dzień? Jest. Odfajkowane, można iść do domu.

 



Zdaję sobie sprawę, że nie każdy jest podejrzliwy niczym niżej podpisana i nie każdy ma paranoję sprawdzania każdej informacji w 666 źródłach, ale naprawdę, warto czasem poświęcić 10 minut więcej i upewnić się co do zgodności danych wiadomości, niż manipulować lub co gorsza olać, bo "jakoś to będzie". Względnie "treść nie jest ważna, liczy się liczba wejść", a co za tym idzie, im bardziej sensacyjny tytuł, tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś da się nabrać.

 



Co to ma wspólnego z tzw. etyką dziennikarską? Ano niewiele. Ale czy w dzisiejszych czasach ma ona jakieś znaczenie? Obserwując i biorąc udział w siatkarskim środowisku stwierdzam, że takich, którym zależy na rzetelności, poziomie, kreatywności, nieszablonowości jest niewielu. Liczy się za to kolejny artykuł o tym samym, kolejny wywiad z kalką pytań, byle jakiś zrobić, kolejne sensacyjne doniesienia, kolejne, jak to kiedyś określiła Karolina Korwin-Piotrowska, newsy "z dupy". Oczywiście zaraz podniosą się głosy, że przecież wiara chce to czytać. Przecież wchodzą, czytają, komentują. A może po prostu nie mają dostępu do czegoś innego? To prawda, nie każdego interesuje liga okręgowa w Argentynie czy rozgrywki w Austrii. Ale z drugiej strony, czy naprawdę wszystkich interesuje kolejny wywiad z Andreą Anastasim, z którego dowiadujemy się, że wszystko jest w porządku, a błędów brak? Jak to się ma do rzekomej promocji siatkówki, kiedy przeciętny kibic potrafi wymienić nazwisko trenera polskiej reprezentacji, trzech siatkarzy i może dwie siatkarki? A co z pozostałymi? Jak to się ma chociażby do piłki nożnej, z którą przecież siatkówka walczy o miano sportu narodowego?

 



Jakiś czas temu tłumaczyliśmy wywiad z amerykańskim rozgrywającym Lloy'em Ball'em, który wspominał, że w Stanach Zjednoczonych jest kompletnie anonimowy. W Rosji wszyscy wiedzą kim on jest. W Stanach natomiast nie umieją powiedzieć kim jest Giba. I pojawił się wtedy komentarz na naszym facebooku, w którym ktoś był ciężko zdziwiony, jak to możliwe, że Amerykanie nie znają Giby. A skąd mają go znać? Analogicznie jest u nas. Skąd kibice mają wiedzieć, co dzieje się w siatkówce poza granicami naszego kraju, skoro o tym się nie pisze?

 



To trochę tak jak z naszą telewizją. Kilka tygodni temu Grzegorz Miecugow winą za poziom oferty programowej, którą proponuje nam polska telewizja (publiczna i niepubliczna), obarczył widzów, twierdząc, iż to oni odpowiadają za tzw. "tabloidyzację mediów", za treść programów, która nadawana jest w określonych godzinach. Skoro jest oglądalność, to znaczy, że jest zapotrzebowanie na dany produkt. Z drugiej strony co rusz natykam się w internecie na komentarze widzów, którzy nie są zbytnio zadowoleni, kiedy ciekawy dla nich film i serial nadawany jest o godzinie 1:30 w nocy. Takich głosów jest sporo, co dowodzi tego, że nie wszyscy w paśmie największej oglądalności chcą oglądać "you can tańczyć z gwiazdą w x-factorze na lodzie". Brzmi znajomo?

 


Nie tylko widz czy czytelnik odpowiada za treści, które czyta czy ogląda. Może oczywiście wybrać, co chce oglądać, i który artykuł przeczytać. Na określone portale nie zaglądać, na niektóre tytuły nie zwracać uwagi, pewnych kanałów nie włączać. Ale przecież nie chodzi o to, żebyśmy musieli się ograniczać czy wybierać mniejsze zło, tylko o to, że poziom mediów w Polsce kreują nie tylko czytelnicy/widzowie, ale też same media. Tak, liczy się przede wszystkim zysk i żeby liczba zer na koncie się zgadzała. Wszak każdy chce zarobić. Nieco naiwnie może, ale jednak myślę, że czasem warto wyjść do ludzi z czymś innym, może mniej popularnym. Swego czasu moja współnaczelna, Zuzanna Dulnik, zajęła się tymi nieco mniej znanymi zawodnikami i przybliżyła odbiorcom historię braci Quiroga, czy Kanadyjczyków - Dustina Schneidera, Freda Wintersa czy Gavina Schmitta. I trafiła. Można napisać coś innego, zaskakującego, na nieco innym poziomie niż powszechne "bla, bla, bla". Coś o czym się wcześniej nie pomyślało. A przy tym wcale nie sensacyjnego i nie przekłamanego. Można to zrobić i - ba - podbić serca czytelników. Nie trzeba sztucznie podkręcać atmosfery.

 

 


Ludzie nie lubią, kiedy traktuje się ich jak idiotów. Zwłaszcza kiedy zdadzą sobie z tego sprawę. I chyba niespecjalnie też lubią być oszukiwani.

 

 

 

fot. thenewstribe.com

Zaloguj się aby dodać komentarz:

W tym przypadku mozna powiedzieć, ze przekłamanie jest niewielkie. Gorzej gdy niby wielce poważna instytucja kłamie w żywe oczy, np. antypiracka RIAA, co wykazał w swoim artykule Dziennik Internautów: http://di.com.pl/news/46685,0,Tak_klamia_antypiraci_RIAA_mowi_o_bezrobociu_muzykow_gdy_potrzeba_ich_wiecej.html ,
pisząc w jednej z konkluzji: \"Media i politycy cytują te [antypirackie] raporty absolutnie bezrefleksyjnie, nie tylko nie sprawdzając ich wiarygodności, ale nawet nie próbując czytać oryginalnych raportów. Świetnym tego dowodem jest historia antypirackiego raportu, którego nikt nie widział.\"
A dalej o użytych przez RIAA liczbach ze statystyk: \"Nie jest prawdą, że statystyki to kłamstwo. Prawdą jest jednak, że statystyki przygotowane na potrzeby różnych analiz można lepiej lub gorzej interpretować. RIAA wzięła więc prawdziwe liczby, ale przedstawiła taką ich interpretację, aby de facto skłamać.\"
Artykuł kończy wniosek ostateczny: \"Ostatecznie nasuwa się jeden wniosek - antypirackie statystyki to de facto zwykłe kłamstwa, nawet jeśli opierają się na liczbach autentycznie opisujących rzeczywistość.\"

Widać, że bezkryczyczne podchodzenie do podawanych przez kogoś faktów jest więcej niż powszechne, a ludzie są jednak omylni i nawet jeśli ktoś coś przetłumaczył, to biorąc pod uwagę trudności w tłumaczeniu niuansów słowa mówionego, skróty myślowe, wyrażenia żargonowe i idiomatyczne, to bezkrytycznie można czytać tylko autorów tłumaczeń, co do których ma się pewność, że nie wypuszczą w świat jakiegoś babola. W innych przypadkach zawsze warto popatrzeć na tekst oryginalny i choćy tłumaczenie przez wujka Google na angielski i polski żeby mieć swoje własne zdanie na dany temat.
dx
2012-10-11 15:14:46

*który zrobił wywiad dla blokautu z KSD

miałem tak napisać, ale język Polska być trudna.
agon001
2012-10-10 14:01:49

ZD robi bardzo dobre wywiady, ale trzeba też pochwalić duet, który zrobił wywiad z KSD. Gaduły jedne ... ;]
agon001
2012-10-10 14:00:50

Dobrze ujęte. Ja już nabrałam takiego nawyku, żeby informacji szukać u źródeł, bo niestety wielu polskim portalom rzetelności brakuje, a przebijanie się przez masę chłamu do przyjemności nie należy. Że nie wspomnę o tym, jak trudno o newsy z mniej znanych lig czy o zawodnikach nie cieszących się jakąś ogromną popularnością.
Mucha
2012-10-10 08:31:57

Dokładnie! A Zuzanna Dulnik robi najlepsze wywiady ;)
Katka
2012-10-09 22:39:39

« Poprzednia 1 Następna »

Ostatnio dodane

Zagraniczne

Polskie

English version

Transfery

Felietony

Tłumaczenia

Współpracujemy

Znajdź nas na:

Reklama z blokaut.net:

Nasza witryna wykorzystuje Cookies


Witryna wykorzystuje cookies w celu poprawnej realizacji dostarczanych usług i informacji oraz w celach gromadzenia anonimowych informacji statystycznych, dotyczących używania serwisu przez użytkowników.
Kontynuując przeglądanie serwisu bez zmian ustawień przeglądarki akceptujesz zapisywanie plików cookies.

X