"Lubię udowadniać facetom, że trening z kobietami wcale nie będzie łatwy"

2012-10-01 18:00:00
20 komentarzy
qwe

W wywiadzie dla naszego portalu Katarzyna Skowrońska-Dolata opowiada o Chinach, Jenny Lang Ping, "ojcu chrzestnym" Zé Roberto, polskiej reprezentacji i... grze z mężczyznami. Zapraszamy!

Wyjeżdżasz w sobotę do Chin [22 września - przyp. red.], chcielibyśmy zatem zapytać o Jenny Lang Ping. Jak układa się z nią współpraca?



Katarzyna Skowrońska-Dolata: Jenny jest przede wszystkim fantastycznym człowiekiem. Nie wszyscy zawodnicy, którzy kiedyś grali dobrze w siatkówkę potrafią być dobrymi szkoleniowcami, dobrymi trenerami. Ona jest przykładem na to, że potrafiła i potrafi przekazać swoją wiedzę i doświadczenie z boiska będąc trenerem. Współpraca z takim człowiekiem jest niesamowita, bo jedna mała poprawka gdzieś na treningu czy na meczu wystarczy do tego, by zawodnikowi pomóc i nie trzeba wcale się rozwodzić nad jednym elementem bardzo długo. Wystarczy jedna mała wskazówka osoby, która stoi z boku, żeby coś naprawić, coś co się nie klei, co nie idzie, co technicznie zupełnie nie wychodzi.


A w Chinach prócz Jenny Lang Ping są jeszcze jakieś kobiety trenerki? Bo u nas jest to raczej rzadkość.

Tak, tak są. U nas to rzadkość, a tam oprócz niej są jeszcze dwie trenerki w pierwszej lidze oraz na pewno w tych niższych. I zawsze są to byłe zawodniczki.



Zmierzaliśmy tutaj do tego, że generalnie kobiety rzadko przejmują rolę trenerek. Swietłana Ilić w Dynamie Moskwa, Magali Magail w Miluzie i wspomniana Jenny Lang Ping i to w zasadzie wszystko.

Ja miałam jeszcze panią Dolecką, kiedy byłam młodziutka, oraz Manuellę Benelli w Vicenzy, ale ogólnie rzeczywiście mało jest trenerek.



Zastanawiałaś się kiedyś nad tym z czego to może wynikać? Czy nie "ciągnie" kobiet do tego, wolą zająć się życiem rodzinnym? To taki trochę męski zawód?

Ja uważam, że to wcale nie jest męski zawód... to znaczy jest obecnie - na świecie prym ogólnie wiodą panowie. Ale to wcale nie jest powiedziane, że tak musi być. Po prostu wiele z nas albo wie, że nie jest w stanie przekazać swojej wiedzy albo zwyczajnie chce zająć się czymś innym, niezwiązanym z siatkówką, co wynagrodzi im te wszystkie lata wyrzeczeń. Poza tym mam wrażenie, że w Europie panowie prezesi nie za bardzo ufają kobietom…



Znacznie częściej, jeśli już, to kobiety wybierają rolę drugiego trenera, asystenta. Na przykład Magda Śliwa w 2007 r., jak sobie radziła?

Asystent ma zupełnie inną rolę, osoby, która widzi wszystko z boku, która widzi i wie, co bezpośrednio dzieje się na boisku i jest w stanie w każdej chwili podpowiedzieć coś trenerowi. Ale do tego też trzeba mieć odpowiedni charakter i warunki, żeby być trenerem i nie każdy, moim zdaniem jest w stanie. Jeśli chodzi o Magdę, to miała ona króciutki epizod. Ale radziła sobie dobrze, to także była osoba, która nie miała żadnej bariery językowej z trenerem, bo Magda też świetnie mówi po włosku. Dużo widziała, dużo mogła pomóc, pytanie tylko na ile skorzystał Bonitta, z jego charakterem (śmiech).



Może nie wracajmy do trenera Bonitty... Ciebie nie ciągnie do trenerki?

Nie (śmiech). Na razie przynajmniej nie. Wydaje mi się, że jeśli już, to dużo łatwiej byłoby mi pracować z młodzieżą, z dziećmi tak do 10. roku życia (śmiech). Zresztą już tego próbowałam, bo miałam takie 'stage' we Włoszech, kiedy to jeździłam do szkół na kilka treningów z dziewczynkami i to było bardzo miłe doświadczenie. Ma się duży posłuch, dziewczynki patrzą w ciebie jak w obrazek, jak zahipnotyzowane, opowiadasz im jakąś historię ze swojego życia, z przygody z siatkówką, a później robisz z nimi trening. Pokazujesz im podstawy, ćwiczenia z odbicia palcami, dołem, jak się zagrywa, jak się dogrywa piłkę do siatki. I to są takie właśnie momenty, w sumie proste, miłe i przyjemne, ale też trzeba mieć do tego dużo cierpliwości. Bo to, że pokażesz komuś, jak się wykonuje dany element nie znaczy, że dziecko od razu to wykona. Ale z drugiej strony jest to też świetna sprawa, bo jak już dzieci załapią, kiedy zaczynają "chwytać", robić postępy, a robią je bardzo szybko, to też jest ogromna satysfakcja z tego, że czegoś się je nauczyło.



We Włoszech, w Pesaro na przykład, jest sporo takich grup młodzieżowych.

Wszędzie tak jest, w całych Włoszech. U nas jeszcze czegoś takiego nie ma, ale może za parę lat będzie. Teraz rozpoczęła się już akcja, w której ministerstwo wspiera polski sport i będą szkoły siatkarskie, więc zobaczymy. Może coś pójdzie naprzód.



Tłumaczyliśmy jakiś czas temu na naszym portalu wywiad z byłym już trenerem Amerykanek, Hugh McCutcheonem i między innymi zapytano go o różnice w trenowaniu zespołów żeńskich i męskich. I powiedział, że jeśli chodzi o takie aspekty czysto siatkarskie, techniczne, system gry, to nie ma żadnej różnicy. Natomiast jeśli chodzi o podejście do zawodników, kulturę osobistą, relacje na linii trener - zawodnik, to różnica jest ogromna. Jak to z twojej perspektywy wygląda? Jest różnica w tym, kto prowadzi zespół?

Powiem tak, ja nie czuję różnicy z Jenny, bo ona... hm, z nią jest chyba nawet gorzej. W tym sensie, że ona przeżyła na boisku wszystko, grała z każdą kontuzją, z każdą dolegliwością, z bólami kobiecymi, tam nie przejdzie nic. Na tej zasadzie "ja to miałam, ja to przeżyłam, ty możesz to zrobić". I nie ma czegoś takiego, że ktoś chce sobie zrobić mniej albo jest leniwy i nie chce mu się trenować. Ona mówi "ja to zniosłam, ty też to zniesiesz, jesteś w stanie, ja tobie mówię". Wiadomo, że każdy organizm jest inny i każdy ma inny próg bólu i niektóre osoby potrafią znieść więcej, a inne mniej. Ja nie mówię, że ona jest katem (śmiech). U niej po prostu pewne rzeczy są już duszone w zarodku, nie ma nawet o czym myśleć. Mimo wszystko trener, z racji tego, że nie jest w stanie nas zrozumieć w 100% ulegnie na pewne sprawy, a kobieta nie. Czasami kobieta, która ma ciężką rękę potrafi więcej zrozumieć, więcej doradzić, ale w sumie jak się ma partnerski układ z trenerem, trenerką, to nie ma znaczenia. Tak mi się wydaje. Jenny jest specyficzna.




Dla nas jest to o tyle trudne, że Jenny jest jedynym przykładem, na którym możemy się tutaj oprzeć.

Ale poza boiskiem jest już zupełnie inną osobą. Jest ciepła, miła, zachowuje się czasami jak siostra, mama, najlepsza przyjaciółka. Po prostu ma "to" wszystko, chce pomóc, jest zupełnie inną osobą. Kiedy wchodzi na salę, to jest po prostu koniec. Życie prywatne się nie liczy. Liczy się to, co jest tutaj i teraz. I jak jedna piłka spadnie w obronie i ona widzi, że ktoś nawet nie spróbował się do niej ruszyć, to jest od razu piorunujące spojrzenie. Ona nawet nie musi krzyczeć, wystarczy, że puści odpowiednie spojrzenie i człowiek od razu jest postawiony do pionu. Ona ma posłuch wszędzie, gdzie się pojawi.



Autorytet?

Ogromny. I tym autorytetem buduje i tworzy bardzo dużo. Chyba naprawdę zasłużenie została uznana siatkarką stulecia. Na treningu jak robi obronę to, pomimo wielu operacji, jakie ostatnio przechodzi - ma wyniszczone ciało po siatkówce, jeszcze po starym chińskim systemie sprzed iluś tam lat - bark jej jeszcze został... bark ma sprawny (śmiech).

 

 

 

Fot. 1. Jenny Lang Ping podczas treningu Evergrande Kanton (fot. skowronska.pl).

 

 



Miałam okazję zamienić kilka słów z Zé Roberto. Nie miałam z nim wcześniej styczności i poza boiskiem sprawia wrażenie, że nic nie jest w stanie wytrącić go z równowagi.

Oj, nie nie nie… zresztą wystarczy spojrzeć, co robi na meczach, gdy sędzia go wyprowadzi z równowagi. Proste błędy go wyprowadzają z równowagi. Jak najbardziej można doprowadzić go do niezłej nerwicy i mi się to zdarzyło nie raz, ale też dzięki temu zbudował się między nami taki dobry układ. Czasami trzeba przejść burzę albo trzęsienie ziemi, żeby potem była tęcza i żeby było lepiej. Na takiej zasadzie, żeby się "dotrzeć", oczyścić atmosferę. I tak czasami było (uśmiech). Były ogromne trzęsienia ziemi. Śmieję się, że on mnie czasami traktował jak swoją córkę i mi było bardzo ciężko współpracować, bo miałam stawianą poprzeczkę z założenia jeszcze wyżej niż niektóre moje koleżanki. Czasami ode mnie wymagał cudów (śmiech). Mimo wszystko bardzo sobie chwalę współpracę z nim, bo poczyniłam postępy w każdym elemencie, w obronie, w bloku... Można brać z niego przykład i uczyć się. Brać pełnymi garściami. Zé jest moim… "ojcem chrzestnym" (uśmiech).



Ale to widać po tobie. Jak się zachowujesz na boisku, poza nim, przy okazji wywiadów, czy kontaktów z kibicami. Z ciebie po prostu "bije" profesjonalizm.

Nie, nie, bez przesady (śmiech). Ja też jestem tylko człowiekiem i mam swoje chwile słabości. I to bardzo często. Może to wszystko też wynika z tego, że ja wyjechałam na wiele lat, aczkolwiek moja "polskość" nie jest zagrożona (śmiech).


A co poradziłabyś młodym siatkarkom, które jeszcze grają w Polsce, ale może chciałyby wyjechać?

Ostatnio mam nową ksywkę… nazywają mnie "babcia" i czuję się dziwnie, bo nagle muszę mówić wszystkim, jak powinno się coś robić, co bym poradziła. A ja mam dopiero niecałe 29 lat i tak się zastanawiam "dlaczego ja?". Ja się z tym dziwnie czuję. Jak odwrócę sobie sytuację, to jeszcze niedawno to ja byłam tą jedną z najmłodszych, perspektywicznych, która miała czas na to żeby się uczyć. I te kilka lat zleciało błyskawicznie, wszystko się poodwracało i nagle to ja doradzam. Wiadomo, że w klubie jest inna odpowiedzialność i nawet jak masz 15 lat i masz grać, to bierzesz odpowiedzialność na siebie niezależnie od wieku. To jest to wrzucanie na głęboką wodę i chociaż niekoniecznie jesteś jeszcze na to gotowy/gotowa, to musisz sobie jakoś radzić. Reprezentacja to inna bajka. Tutaj trzeba po prostu dojrzeć. Teraz to się wszystko odwróciło. Mamy w grupie koleżanki, gdzie między nami jest teraz 12 lat różnicy i to jest tak, jak było gdy ja przyjeżdżałam na obozy reprezentacji i była tam Magda Śliwa, Dorota Świeniewicz, Gosia Niemczyk. Ale nigdy ich nie traktowałam jak moje ciocie (śmiech). Staram się robić to samo, co one robiły wtedy. Być normalną kumpelą, która pomimo różnicy wieku jest sobą, a nie obnosi się z tym, że jest najstarsza i ma większe doświadczenie. Co do wyjazdów to naprawdę ciężko generalizować. Każda osoba jest inna i ma inne plany, cele i marzenia. Mogę tylko powiedzieć, że poznawać świat jest wspaniałą sprawą.




Właśnie, a ten kontakt jest taki sam, jak z innymi dziewczynami?

Tak, te dziewczyny, które dołączyły teraz do nas mają świetną okazję do tego, by spędzić trochę czasu i potrenować. Nareszcie ktoś je wziął i próbuje wcielić albo pokazać, że jak powinno się dobrze pracować. To jest ta przysłowiowa marchewka - drzwi stoją otworem, i że one za chwilę mogą tutaj z nami grać na stałe i na takich samych warunkach. To jest dobre podejście, bo my musimy myśleć naprzód, o tym, co będzie za dwa lata, trzy, cztery. Bo my, mówię tu o najstarszych dziewczynach, nie będziemy grały wiecznie i ktoś po prostu musi zacząć się wcielać pomału i nas zastępować.




Gramy tak naprawdę od przypadku do przypadku, co sezon inny skład.

Mało jest takich jednostek, którym udało się przebić. Musimy też popracować nad tym, żeby się w końcu zgrać. Ten turniej Word Grand Prix był też przede wszystkim po to. Po kwalifikacjach w Ankarze wiele z nas mogłoby spokojnie sobie odpocząć, a młode dziewczyny mogłyby grać i cieszyć się tym, że nastał ich czas. Jednak jako zespół powinniśmy dalej pracować nad tym, żeby się zgrywać, żeby osiągnąć spójność na boisku, pokazać, że się znamy, i że sobie ufamy. To są takie szczegóły na boisku - im dłużej się ze sobą gra, tym zespół jest bardziej zgrany, a jak my się "tasujemy" co chwilę, to nie ma żadnej konkretnej więzi. Nie buduje się tylko, kiedy się wygrywa, ale także ponosząc porażki. Trzeba razem wyciągnąć wnioski i razem przystępować do następnego meczu. Jak się spadnie na dół, to trzeba się odbić razem do góry. To buduje zespół. Dlatego myślę, że to Grand Prix się nam przydało, bo to jest bardzo trudny turniej. Podróże, trzy mecze pod rząd w tygodniu, i ciągłe przebywanie razem bardzo pomagają.



Jak myślisz, gdzie tkwi problem w tym, że nie potrafimy utrzymać poziomu gry z poprzednich lat? Co roku jest tak naprawdę coraz gorzej. Kiedyś wynik 20:24 dla przeciwniczek nie miał znaczenia, takie końcówki wygrywaliśmy i to nie raz. Teraz prowadząc 20:14 nie jesteśmy pewni czy uda się wygrać seta. Zawodzi psychika? Fizyka? Taktyka? Za dużo zmian – trenerów, zawodniczek?

 

To nic innego jak tylko doświadczenie. Tym przegrałyśmy z Turczynkami. Po pierwsze trzeba wypracować automatyzmy i pewność siebie. Prowadząc trzeba mieć kontrolę nad meczem, przeciwnikiem, wynikiem i co najważniejsze samym sobą. Trzeba ufać swoim możliwościom. Poza tym, żeby wygrywać końcówki w najważniejszych meczach trzeba po prostu takich końcówek zagrać dużo. Trzeba ich dużo przegrać, żeby nauczyć się wyciągać wnioski i zacząć je wygrywać. Każda z tych Turczynek na co dzień gra w finałach Ligi Mistrzyń, rozgrywa zacięte pojedynki z Fenerbahce, Galatasaray, Vakifbankiem czy Eczacibasi. Drogi są trzy. Albo nasze kluby krajowe będą grały na najwyższym poziomie, albo nasze zawodniczki będą grały w najlepszych europejskich klubach, albo reprezentacje będzie grała w możliwie jak największej liczbie turniejów z silnymi przeciwnikami. Najlepiej wszystko razem. Innej drogi nie ma.

 

 

 

Fot. 2. Katarzyna Skowrońska-Dolata na rozgrzewce przed jednym ze spotkań w Ankarze (fot. cev.lu).

 

 

 


Zé Roberto wspominał na jednej z konferencji prasowych o tym, że nie wziął najmocniejszej kadry z tego względu, że jego zespół w następny weekend gra u siebie, a tutaj przylatując do Polski ma zmianę kilku stref czasowych, a później kolejną, kiedy Brazylijki grają w Chinach.

Tak, ja pamiętam, kiedy przed Pekinem my też nie jeździłyśmy w pełnym składzie, tylko miałyśmy grany jeden turniej, a później się zmieniałyśmy, bo tak naprawdę zespoły muszą się przygotować do Igrzysk Olimpijskich i to jest ich priorytet w tym momencie. WGP jest ciężkim, trudnym fizycznie turniejem i nie jest to wszystko łatwe, więc dla mnie to jest normalne, że zespoły przyjeżdżają w różnych składach, zmienianych co turniej.

 



Z wyjątkiem może Amerykanek, które mogłyby wystawić chyba 3 "dwunastki". I to równorzędne.

Dokładnie, równie silne. Ale to, moim zdaniem, jest ogromna zasługa właśnie Jenny Lang Ping. Bo kiedy ona była trenerką, to nie miała nigdy wakacji. Siedziała z tymi dziewczynami, najmłodszymi, które nigdy nie były wtedy w reprezentacji - Foluke [Akinradewo - przyp. red.], Hooker, Hodge - ona te zawodniczki odkryła, ona je powyciągała z college'ów. Ona prowadziła trening kadry A, następnie szła na trening kadry B, później kadra A, kadra B i robiła cztery treningi dziennie. I ona cały czas z nimi trenowała i uważam, że trener USA powinien jej podziękować za tą świetną robotę, którą wykonała. On może teraz prowadzić zespół, który kiedy się coś wydarzy, to jedna zawodniczka zastąpi drugą i nie ma żadnej różnicy i zespół dalej sobie świetnie radzi. Ale to były te cztery lata Jenny, która myślała naprzód. To jest to chińskie myślenie.

 

 

 

Kilka tygodni temu Amerykańska Federacja Siatkówki podpisała umowę z firmą, która ma zająć się organizacją rozgrywek siatkówki halowej w USA. Wiemy nieoficjalnie, że jak wszystko się uda, to rozgrywki ruszą pełną parą w 2016 roku. Liga jest coraz bardziej realna. Co o tym myślisz? Może się zmienić coś w "układzie sił" w światowej siatkówce?

 

Absolutnie nie. Będąc w Stanach rozmawiałam między innymi z Lindsey Berg na ten temat. Ona jest zaangażowana w tworzenie takiej ligi. Wszyscy mają świadomość, że nikt nie jest w stanie dorównać finansowo Turcji, Rosji, Azerbejdżanowi, i że nie uda się ściągnąć do Stanów najlepszych zawodniczek. To ma być rozwiązanie dla tych siatkarek, które po studiach nie znajdują zatrudnienia w silnych ligach na świecie i muszą przedwcześnie kończyć kariery.

 

 


Jak już jesteśmy przy ligach, to chciałam zapytać o ligę włoską. Nie wiem, czy śledzisz to, co się dzieje, ale ogromne problemy finansowe mają m.in. akurat dwa twoje byłe kluby, Novara połączyła się z Cortese, Pesaro zastanawiało się czy wystartować w lidze. Jak to wyglądało za twoich czasów?

To, że Valter [Scavolini -  przyp. red.] się wycofał absolutnie mnie zaskoczyło. Ja pamiętam wspaniały okres, ze sponsorem, dobrym budżetem, sukcesami, co niejako broniło nas same. Ale te ostatnie 2-3 lata Pesaro z niezmiennym wcale budżetem, brakiem sukcesów, nie przyniosły kontynuacji. Myślę, że te problemy wynikają też z tego, że przyzwyczaiłyśmy w tym mieście wszystkich do tego, że zawsze wygrywamy i każdy chciałby, żeby było zawsze tak samo. Sponsor daje tą samą pulę i oczekuje tych samych sukcesów. A tak się nie stało. Teraz nastał jeszcze kryzys finansowy, który dotyka wszystkich. Wiele zawodniczek wyjeżdża z Włoch, bo poziom się obniża, a one chcą grać i też zarabiać pieniądze adekwatne do swoich umiejętności. Jak na to patrzę, to jest mi strasznie przykro, bo Pesaro na zawsze zostanie w moim sercu. Podobno mają poszerzyć limit obcokrajowców we Włoszech, może wtedy coś się zmieni.

 


Zmieniając trochę nastrój. W tym roku po raz szósty grałaś w Word Grand Prix, masz jakieś szczególne wspomnienia, odczucia związane z turniejem?

Pamiętam, że zawsze wracałam do domu jak po zderzeniu z tramwajem (śmiech). To jest ciężki fizycznie turniej. Nie chodzi o te podróże, zmiany klimatów, 8 godzin w tą, 8 godzin w tamtą, 5 kilogramów szczuplejsza, bo nie ma co jeść. Jednak to jest kopalnia doświadczenia i punktów rankingowych. Nikogo nie stać na to, by takie zawody sobie odpuścić.

 

 

Chyba każdy za nas ma w swojej pracy coś, co bardzo lubi robić i coś czego wyjątkowo nie znosi. Co lubisz robić w siatkówce, a co cię denerwuje i czego najchętniej byś się pozbyła?

 

Ja bardzo lubię pracować i nie jest to dla mnie nigdy wielkim problemem. Lubię sam fakt rywalizacji, także tej na treningu. Często u Zé Roberto i Lang Ping trenujemy z mężczyznami po drugiej stronie siatki. Mocniejsi fizycznie, myślą, że będzie łatwo. Doskonale bawię się udowadniając im, że to nieprawda. Czego nie lubię? Przedpołudniowych meczów. Absolutnie nie jestem w stanie się do nich przygotować. Każdy ma swój rytm dnia i jeżeli go nie wypełni po prostu nie jest gotowy w 100%. Jeżeli mecz jest przed 17, to mam pod górkę.

 

 


Jesteś kibicem piłkarskim, śledziłaś zmagania na EURO 2012?

Nie, nie jestem (uśmiech). Kiedyś typowałam w Gazecie Wyborczej, miałam jakiś kupon do wypełniania i zawsze, po kryjomu dawałam dziadkowi mojego męża, żeby za mnie wypełniał, bo ja nie mam na ten temat żadnego pojęcia. Chociaż ostatnio zagrałam. Nie byłam nawet w pierwszej 100! Poza tym jestem z Warszawy, a mój mąż z Poznania. To absolutnie wyklucza piłkarskie tematy (śmiech) Nawet nie zabieram głosu, bo... Lubię pooglądać, jak gra Barcelona, a najczęściej oglądam, jak moi znajomi płci męskiej grają w play-station, a ja kompletnie nie rozumiem co się dzieje, i jak oni opanowują tyle przycisków na raz (śmiech). Ale tenis – bardzo chętnie.

 



Jak się narodził ten pomysł na bloga na stronie natemat.pl?

Dostałam taką propozycję. Strona jest redagowana przez Tomasza Lisa i pisze tam mnóstwo ludzi. I w założeniu miało być tak, że zaproszeni ludzie relacjonują i piszą o wszystkim co przyjdzie im na myśl. Dla mnie to też jest wyzwanie. Nie zawsze znajduje czas albo czasami jak mam chwilę, to chcę odpocząć, a tu nagle muszę usiąść i napisać. Nie wrzucam wpisów często, ale staram się, i jak już coś robię, to żeby było raz a dobrze, i żeby było "coś"... Dopóki mi nie podziękują, to jeszcze będę się tam "spinać" do pisania. Dla mnie to jest też coś ciekawego, coś innego. To nie jest łatwe przelać na papier to co się czuje.

 



To jest właśnie najlepsze.

To jest właśnie najtrudniejsze. Podzielić się z kimś czymś, czym nie dzielimy się z reguły na co dzień. Żeby napisać coś innego, a nie to, co tak naprawdę wszyscy wiedzą.

 

 


Ostatnie pytanie na koniec: trzy rzeczy, które sprawiają, że siatkówka jest lepsza od innych sportów?

 

Siatkówka nie jest lepsza od innych sportów. Każdy sport jest fajny, bo prowadzi do aktywności fizycznej twojej albo osób chcących cię naśladować. Każdy sport dla pewnej grupy ludzi jest sposobem na życie, tak jak dla mnie siatkówka. 





Rozmawiali - Laura Kusztelak i Mateusz Kusztal.


Blog Kasi na stronie natemat.pl - skowronska.natemat.pl





fot. Mariusz Pałczyński/ Mariusz Pałczyński Photography


Zaloguj się aby dodać komentarz:

Fany wywiad, Kaśka klasa - świetna robota:)
jinjer
2012-10-06 19:51:24

Swietny wywiad, ale trzeba bylo sie na niego naczekac;)))
jaco
2012-10-03 23:33:29

Też jestem za.
dx
2012-10-02 23:49:55

Zróbcie wywiadzik z Rachel Adams ciekawa i wesoła dziewczyna! Czytam regularnie jej bloga i robi mega pozytywne wrazenie;)
Luna777
2012-10-02 21:57:44

Kasia tez jest luksus :D ok czekam, kiedy chyba bedzie?
Ttom
2012-10-02 21:12:00

nie i nie, na takie luksusy póki co nas nie stać ;)
estranged
2012-10-02 20:45:00

Albo samotna Jenny?
Ttom
2012-10-02 20:25:52

Hmmm Tomowa? :D
Ttom
2012-10-02 20:23:00

Mi najbardziej podoba się odpowiedź na ostatnie pytanie, Kaśka ma fajny dystans do tego co robi
euphoria
2012-10-02 18:26:12

chciałbyś : ale nie nie, w planach coś lepszego i chyba ciekawszego.
estranged
2012-10-02 18:23:06

to bym z nia chetnie pogadal o tenisie :-) ach zazdrosce, ze rozmawialiscie z nia :D czyli nastepny wywiad z ABW? hehe
Ttom
2012-10-02 12:53:05

tenisa i ręczną ;) i poleca biografię Agassiego, hehe.
estranged
2012-10-02 11:38:26

tylko na jakiej siatce graja...jesli na kobiecej to bardzo trudne jest przyjecie zagrywek od pan (wlasne doswiadczenie) :D bo ta pilka bardzo szybko opada i leci tuz nad tasma, do tego potrzeba sie przyzywczaic

ale Kasia lubi tenisa :-) ma u mnie kolejne wielke + :D
Ttom
2012-10-02 11:33:38

Chłopaki kontra dziewczyny - jednak chyba siła miałaby większe szanse niż spryt. Ciekawe byłyby też mecze mieszane przy założeniu, że na boisku nie może być więcej niż trzech chłopaków lub że zawsze na boisku muszą być trzy dziewczyny i trzech chłopaków.
dx
2012-10-02 09:18:14

spoko, skoczymy do Chin, wpadniemy na trening, zrobimy wywiad z Jenny, nakręcimy co nam pozwoli i będzie :D

(Imoco Zuzy Efimienko przegrało sparing z 17-latkami Sisleya, tak btw gry kobiet z facetami)
estranged
2012-10-01 22:20:13

« Poprzednia 1 2 Następna »

Ostatnio dodane

Zagraniczne

Polskie

English version

Transfery

Felietony

Tłumaczenia

Współpracujemy

Znajdź nas na:

Reklama z blokaut.net:

Nasza witryna wykorzystuje Cookies


Witryna wykorzystuje cookies w celu poprawnej realizacji dostarczanych usług i informacji oraz w celach gromadzenia anonimowych informacji statystycznych, dotyczących używania serwisu przez użytkowników.
Kontynuując przeglądanie serwisu bez zmian ustawień przeglądarki akceptujesz zapisywanie plików cookies.

X