Nie ma ludzi niezastąpionych!

2012-05-26 11:30:00
6 komentarzy
qwe

Idealnym przykładem na to, że nie ma ludzi niezastąpionych jest Zbigniew Bartman, który w pełni załatał "dziurę" po wiekim nieobecnym w ostatnich latach w reprezentacji, Mariuszu Wlazłym.


Zbigniew Bartman to postać dość kontrowersyjna. W ostatnich latach jego siatkarskiej kariery próżno szukać klubu, z którym związałby się kontraktem na dłużej niż rok. Z całą pewnością osobę Bartmana można scharakteryzować jako niespokojną duszę, nie mogącą usiedzieć na miejscu, człowieka żądnego nowych przygód i wrażeń, zawodnika pełnego najróżniejszych, najskrajniejszych emocji. To typ walczaka o wielkim sercu do gry i niemałych ambicjach, jeden z głównych „motorów” napędowych drużyn, w których występuje.

 

 

 

 

W reprezentacji Polski prowadzonej przez Daniela Castellaniego Bartman pełnił rolę zawodnika rezerwowego. Na boisku pojawiał się wtedy, gdy główna armata zespołu, Bartosz Kurek nie spisywał się najlepiej. Na Mistrzostwach Europy w Turcji w 2009 roku nie dostał zbyt wielu szans gry, jednak jeśli już pojawił się na parkiecie, to prezentował się dobrze. Podczas Mistrzostw Świata rozgrywanych we Włoszech był obok Michała Ruciaka najlepiej dysponowanym zawodnikiem wśród biało–czerwonych. Jednak i tym razem trener wolał nie ściągać z boiska słabo spisującego się w niektórych momentach Kurka, niż dać szansę w większym wymiarze czasu zaprezentować się zawodnikowi rezerwowemu. Jak wszyscy pamiętamy nie wyszło to naszej reprezentacji na dobre.



Jedno natomiast było pewne – przy tak szybko rozwijającym się talencie Bartosza Kurka o miejscu w  „szóstce” Zbigniew Bartman mógł zapomnieć. Żaden szanujący się trener nie postawiłby obok siebie dwóch ofensywnych zawodników, tym samym narażając drużynę na ogromne problemy z przyjęciem. A ponieważ pozycji Kurka w reprezentacji Polski nikt nie był w stanie zagrozić, to Bartman musiał się zadowolić rolą rezerwowego.

 

 

 

 

 

Fot. 1. Zbigniew Bartman w ataku.

 

 

 

 

Po zakontraktowaniu na stanowisku szkoleniowca polskiej reprezentacji Włocha, Andrei Anastasiego, nadeszła nowa era dla Bartmana, która okazała się być punktem zwrotnym w jego karierze. W przeciwieństwie do przyjęcia, na pozycji atakującego nie mieliśmy problemu bogactwa, a nawet wręcz przeciwnie, więc nowy szkoleniowiec wpadł na dość szalony pomysł. Anastasi dostrzegając w Bartmanie ogromny potencjał postanowił przestawić go na prawe skrzydło.



Dla świeżo upieczonego atakującego reprezentacji Polski pierwszym sprawdzianem miała być Liga Światowa. W fazie grupowej zawodnik ten prezentował się raz lepiej raz gorzej, ale woli walki nigdy nie można mu było odmówić. Chciał jak najszybciej swoją dobrą grą odwdzięczyć się trenerowi za zaufanie, które ten mu okazał i za szansę, którą od niego otrzymał. Niestety podczas turnieju Final Eight w Ergo Arenie, w tie-breaku pierwszego meczu z Bułgarią, Bartman doznał poważnej kontuzji. Nie mógł opuścić boiska o własnych siłach, ogromny grymas bólu na jego twarzy nie napawał optymizmem. Diagnoza nie pozostawiła żadnych złudzeń – uszkodzony mięsień dwugłowy łydki wykluczył go zarówno z tego turnieju jak i z późniejszych Mistrzostw Europy.  

 

 

Bartman wrócił do reprezentacji na listopadowy Puchar Świata i wywalczył sobie miejsce w wyjściowym składzie. Coraz lepiej prezentował się na nowej dla siebie pozycji, zagrał świetne spotkania przeciwko reprezentacjom Argentyny czy Stanów Zjednoczonych. Przy problemach Polaków na tak newralgicznej pozycji jak atak, przestawienie Bartmana wydawało się być strzałem w dziesiątkę. Między innymi dzięki dobrej grze tego zawodnika biało–czerwoni zdobyli srebrny medal i zakwalifikowali się na Igrzyska Olimpijskie.

 

 

 

 

 

Fot. 2. Mecz Polska - Argentyna podczas listopadowego Pucharu Świata 2011.

 

 

 

 

Anastasi stał się dla Zbigniewa Bartmana mentorem. To właśnie włoski szkoleniowiec „zasiał” w naszym zawodniku nutkę niepewności, co do kontynuowania dalszej kariery na pozycji przyjmującego. Po bardzo dobrym występie w Pucharze Świata, Anastasi wiązał z nim wielkie nadzieje, warunek był jednak jeden – dla dobra reprezentacji i samego zawodnika, Bartman musiał się określić i zdecydować na jakiej pozycji chce grać. Ponieważ na przełomie czerwca i lipca podpisał kontrakt z Jastrzębskim Węglem, w którym miał występować jako przyjmujący, musiał wypełnić go do końca. Na początku maja bieżącego roku media obiegła wiadomość o rozwiązanej przez niego za porozumieniem stron umowie. Bartman swoją decyzję tłumaczył chęcią gry na tej samej pozycji co w reprezentacji, czyli ataku. W ten oto sposób postawił wszystko na jedną kartę.


W tej chwili Bartman poszukuje nowego klubu, w którym będzie mógł regularnie grać na prawym skrzydle, zawodnik chce się rozwijać i doskonalić, chce w najbliższych latach być podporą reprezentacji na tej newralgicznej pozycji.

 

 

 

 

 

Film 1. The best of Zbigniew Bartman.

 

 

 

 

Ciężkiej pracy i ogromnych chęci odmówić Bartmanowi nie można, tak jak i zaangażowania i walki o każdą piłkę. W ubiegłym tygodniu świetnie zaprezentował się podczas rozgrywek Ligi Światowej w Toronto. W wygranym po tie-breaku meczu z Brazylią, Bartman zdobył najwięcej punktów i atakował z 47% skutecznością. Pierwsze dwa sety zagrał wręcz koncertowo, potem złapał zadyszkę i został zmieniony przez Jakuba Jarosza.


W kolejnym spotkaniu, tym razem z Finami, Bartman mecz rozpoczął na ławce rezerwowych. Anastasi postawił na Jarosza i Zagumnego w wyjściowym składzie. Dopiero w trzecim secie Bartman pojawił się na boisku i był zdecydowanie najjaśniejszą postacią w polskiej drużynie. Jego ogromna determinacja, mobilizacja zespołu i przede wszystkim skuteczna gra pozwoliły biało–czerwonym na przedłużenie spotkania i doprowadzenie do tie-breaka. Bartman zdobył 18 punktów, posłał dwa asy serwisowe i atakował z 71% skutecznością!


W meczu z Kanadą nie miał sobie równych i można pokusić się o stwierdzenie, iż prawie w pojedynkę pokonał rywala. Fantastyczne ataki, trzymanie kierunku, kończenie piłek w trudnych momentach, świetny przegląd sytuacji – w ten właśnie sposób można opisać jego grę w spotkaniu z gospodarzami. Bartman w czterosetowym pojedynku zdobył aż 31 punktów, kończąc mecz z 60% skutecznością.

 

 

 

 

Fot. 3. Zaangażowanie Bartmana w obronie.


 

 

 

Kapitalną grą podczas turnieju w Toronto Bartman z pewnością zamknął usta co poniektórym malkontentom. Udowodnił, iż jest w stanie przejąć rolę lidera, poprowadzić naszą reprezentację do zwycięstw. Bartman jest gotowy na ciężką pracę, jest gotowy na to by wziąć na swoje barki grę drużyny i by w ciężkich chwilach być dla niej wsparciem.


Wydaje się, żę u tego zawodnika zaszły  spore zmiany nie tylko pod względem sportowym ale i również pod względem mentalnymi. Dziś Bartman jest motorem napędowym reprezentacji, głównym motywatorem, walczakiem z krwi i kości, kimś na kształt wojownika, który nigdy się nie poddaje. Niebagatelne znaczenie ma jego ogromny wpływ na dobrą atmosferę w zespole. Wspominając poprzednie lata gołym okiem widać ogromną, pozytywną zmianę, która  zaszła w tym zawodniku. Patrząc na tak świetną grę Bartmana nie wypada mówić o nieobecnych, należy cieszyć się tym co jest i wspierać tych, którzy są chętni i gotowi, by ciągnąć wózek o nazwie reprezentacja. A jeśli atakujący biało-czerwonych utrzyma skuteczność z ostatnich spotkań, to w perspektywie zbliżających się wielkimi krokami Igrzysk Olimpijskich będziemy mogli być spokojni, przynajmniej o pozycję, która do tej pory była naszą piętą achillesową. Jak widać nie ma ludzi niezastąpionych.



 


Zbigniewowi Bartmanowi pozostaje życzyć samych sukcesów na nowej drodze jego kariery sportowej, tego by gra na prawym skrzydle okazała się być w jego przypadku strzałem w dziesiątkę i żeby w tym roku, jak i w latach przyszłych, poprowadził reprezentację Polski w stronę historycznych sukcesów.





 

video - volleyball-movies.net

statystyki - fivb.org



fot. fivb.org


Zaloguj się aby dodać komentarz:

Dokładnie to co Linka napisała. Mariusz mówi, że niby się nawrócił, ale mnie się wydaje, że to tylko przez IO. W przyszłym roku już nie będzie o nim nic słychać... No ale zobaczymy.
alexis
2012-05-26 23:18:12

Mariusz nie wróci do kadry, tak uważam. Naciskali go na IO, skoro teraz nie jedzie to za rok pojedzie? Wątpię. Moim zdaniem przygoda Mariusza z reprezentacją definitywnie się skończyła. A jeśli chodzi o Kurka to ma po prostu kontuzje, zdarza się. Już nie popadajmy ze skrajności w skrajność.
Lineczka
2012-05-26 20:12:20

Ja nie jestem do końca przekonany czy gra Zibiego na ataku to takie dobre rozwiązanie , Kurek przykro to stwierdzić ale zaczyna się sypać , widać to dość wyrażnie w ostatnim czasie , wybór gry w Rosji w takiej sytuacji to po prostu głupota . Jeśli Mariusz będzie grał w kadrze od przyszłego sezonu , Konarski się nie przestanie rozwijać , to obawiam sie że w kadrze bedzie zapotrzebowanie na ofensywnego przyjmującego bo oprócz Kurka nie mamy za bardzo zawodników o takiej charakterystyce , chyba ze będziemy grali bez silnego lewego
placid
2012-05-26 19:16:08

Zgadzam się z Wami - Zbyszek w JW raził tymi kłótniami z sędziami, szczególnie po kontuzji, bo wcześniej jakoś przymykałam oko, no bo grał świetnie... Ale widać, że Zibi z AA mają świetny kontakt, jakąś szczególną więź. Tego nie było z DC, wręcz przeciwnie, jak ja to mówię - prawie nam zepsuł Zbigniewa. Cieszę się, że mamy trenera, który potrafi zaryzykować i wreszcie obdarzyć Zbysza ogromnym zaufaniem, bo zdaje się, że tego bardzo mu brakowało. Ogólnie to śmiać mi się chce, bo pamiętam jak w sezonie 2008/09 wszyscy kibice go na atak przestawiali, a on się tak zapierał... :) Powodzenia Zbych, oby reszta turnieju była jeszcze lepsza od tego w Toronto. Wtedy na pewno temat Wlazłego zostanie zamknięty na amen.
alexis
2012-05-26 14:10:47

Powiem szczerze, że u mnie też wiele zyskał. Jak przywdział biało-czerwony strój to gdzieś zniknęło mi sprzed oczu jego zachowanie w Jastrzębiu jak się wykłócał z sędziami czy prowokował rywala. Po meczu bodajże 18. kolejki PL w Rzeszowie strasznie mnie wkurzył tym jak się zachowywał i myślałam że już żadnych większych pozytywnych emocji do niego żywić nie będę ale na szczęście miło mnie zaskoczył. W reprezentacji jakoś jego zachowanie tak nie razi, może dlatego że nie jest kapitanem, a obok czuwa Anastasi? :) Tak czy siak życzę mu z całego serca powodzenia. A w Toronto pokazał się ze znakomitej strony i po tym co zobaczyłam jestem przekonana, że Zibi z Jaroszem są w stanie pociągnąć nam atak w kadrze. Temat Wlazłego należy jak najszybciej zamknąć.
Lineczka
2012-05-26 12:46:15

Zbyszek wiele zyskał w moich oczach w ciągu ostatniego roku. Teraz jest tak, że ja bez niego nie wyobrażam sobie reprezentacji. Jest naprawdę świetnym atakującym i bardzo dobrze wywiązuje się z tej roli. Poza tym podoba mi się jego osobowość. Wcześniej często mnie denerwował, lecz teraz już widzę dojrzałego zawodnika. Mam wrażenie, że ogromny wpływ na to miał AA. A Wlazły może patrzeć i pukać się w głowę jak to zmarnował największą okazję na sukcesy w swojej karierze. Poza tym nie uważam, że Zbyszek jest gorszy od Mariusza.
WZP
2012-05-26 12:18:12

« Poprzednia 1 Następna »

Ostatnio dodane

Zagraniczne

Polskie

English version

Transfery

Felietony

Tłumaczenia

Współpracujemy

Znajdź nas na:

Reklama z blokaut.net:

Nasza witryna wykorzystuje Cookies


Witryna wykorzystuje cookies w celu poprawnej realizacji dostarczanych usług i informacji oraz w celach gromadzenia anonimowych informacji statystycznych, dotyczących używania serwisu przez użytkowników.
Kontynuując przeglądanie serwisu bez zmian ustawień przeglądarki akceptujesz zapisywanie plików cookies.

X