Przychodzi baba do psychologa

2012-03-11 14:30:00
14 komentarzy
qwe

Nasz felietonista Sympatyk Blokaut tworzy bezustannie. Tym razem wziął na warsztat psychologię sportową. Zapraszamy!

Przychodzi baba do psychologa

W starym dowcipie spotyka się dwóch kolegów.
- Co u ciebie?
- Aa, wiesz, mam taki wstydliwy problem.
- Wal!
- Wiesz, w nocy się moczę.
- To ja znam świetnego terapeutę! Na pewno ci pomoże!
Koledzy spotykają się za czas jakiś.
- Stary! Bardzo ci dziękuję za tego terapeutę?
- Pomogło? Już się nie moczysz?
- Moczę, ale teraz jestem z tego dumny!

 


Psychologia jest obecnie szalenie popularna. Wkracza na nowe tereny, zdobywa państwowe zamówienia, orzeka o przydatności obywateli do konkretnych zawodów, możliwości uzyskania danych świadczeń. Psychologowie idą za ciosem wymyślając coraz to nowe, prawdopodobnie nieistniejące jednostki chorobowe, jak to ADHD, dysleksja, dysgrafia, dysortografia a nawet dyskalkulia (sic!). Niedługo nie będziemy mówić „wagarowicz” lecz „dysfrekwentyk” :)

 


Jak to ma związek z naszym ulubionym sportem? Ano taki, że każdorazowo po niespodziewanych porażkach, przegranych końcówkach meczów, seryjnych przegranych z tym samym rywalem, na forach siatkarskich użytkownicy wołają „Powinien/ni skorzystać z psychologa!”. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Żeby komuś coś doradzić, trzeba się znać na rzeczy. Ale nie wyłącznie od strony teoretycznej. Również z praktyki.
Gdy np. firma zatrudnia trenera do szkolenia, czy to z zarządzania, czy z technik negocjacyjnych, wybiera osobę, która ma doświadczenie kierownicze, bądź negocjowała ważne kontrakty. Tylko taka gwarantuje przekazanie wartościowej wiedzy.
Życie jest zbyt bogate, by można je było ująć w książkowe regułki, choćby nie wiem, jak dużo tych regułek było. Psycholog, który nigdy nie był na boisku i nie brał udziału w sportowej rywalizacji, nie przekaże wartościowych wskazówek zawodnikowi.
Dodatkowym aspektem takich porad jest całkowite zaufanie do terapeuty. „Pacjent” musi głęboko wierzyć, że „terapeuta” jest swoistym guru, człowiekiem mądrym. A jak ma go za takiego traktować, skoro często psycholog wykazuje się całkowitym brakiem zrozumienia problemu.

 

 


Aby nie być gołosłownym. Serwis siatka.org publikuje cykl porad sportowych udzielanych przez psychologów. Jeden z ostatnich ukazał się w połowie ub. roku. Pani psycholog Anna Sznurowska w artykule pod tytułem ”Bohater jednej akcji” pisze m.in.
Jedną z najczęstszych wykorzystywanych przez trenerów zmian w czasie meczy jest wejście zawodnika rezerwowego na zagrywkę. I... zdjęcie go zaraz po wykonaniu akcji. Cel jasno wyznaczony. Efekt często nieosiągnięty. Konsekwencja emocjonalna pewna!
Kolejnym sztandarowym posunięciem większości trenerów, jest zmiana podstawowego zawodnika na rezerwowego, który ma za zadanie „rozgromić" przeciwnika zagrywką lub podwyższyć blok. Pojawiający się na boisku siatkarz ma do wykonania zadanie, przeważnie jedno i niegwarantujące aktywnego udziału w pozostałej części meczu.
Dalej przeprowadza wywód, że taki zawodnik wiedząc, że ma jedną szansę, jest zdenerwowany i szansy tej nie wykorzystuje. Oraz oczywisty wniosek, że rezerwowi powinni spędzać na boisku więcej czasu.




Fot. 1. Drużyna Huberta Wagnera.

 



Wyobrażamy sobie wszyscy, jak środkowy bloku wchodzi na podwyższenie bloku za rozgrywającego, a potem dostaje od trenera „szansę” i zostaje na kolejne akcje. Albo jak drugi rozgrywający (dajmy na to P. Woicki), wchodzi za M. Możdżonka na zagrywkę, a po kilku akcjach wchodzi za niego pod siatkę.
Jak byśmy ocenili takie rady i takiego doradcę, jako sportowcy? Czy mielibyśmy do nich zaufanie?


Wielki talent tenisowy, Andre Agassi, spełnił się dopiero po zatrudnieniu na stanowisku coacha Brada Gilberta. Ten niewybitny tenisista, który jednak rekordowo długo utrzymywał się w pierwszej "50" rankingu ATP, autor wielu sensacyjnych zwycięstw, rzekł był wtedy: „Wygrałem w karierze mnóstwo meczów, które powinienem przegrać, a Andre przegrał mnóstwo tych, które powinien wygrać”. (Gilbert wydał później książkę „Winning Ugly”, w której radzi, jak wygrać z lepszym, czy bardziej utalentowanym przeciwnikiem).
Idąc śladem Agassiego, gdy nasi ulubieńcy przegrają kolejną „wygraną” końcówkę seta, nie wołajmy „niech idą do psychologa”, lecz postulujmy „niech idą do Miljkovicia, niech idą do Wójtowicza, niech idą do Boska (dwa asy serwisowe z rzędu w piątym secie finału IO ’76, w tym jeden prawie w samą końcową linię boiska)”, pytać ich, jak zachować zimną krew w decydujących momentach.

 

 


Sympatyk Blokaut





Cytowany artykuł znajdziecie tutaj: "Bohater jednej akcji"




fot. mysport.pl

Zaloguj się aby dodać komentarz:

Trochę czasu minęło, tymczasem pojawił się nowy wątek w sprawie, tym razem norweski. Okazuje się, że Norwegowie korzystają z pomocy „specjalistki kryzysowej” Britt Tajet-Foxel. Od 1999 roku pracuje ona dla norweskiego centrum sportu olimpijskiego, a od 2009 dla federacji narciarskiej, dla której została „doradcą kryzysowym” po załamaniu psychicznym Marit Bjoergen, która po nieudanych mistrzostwach świata w Libercu była zdecydowana zakończyć karierę. Bjoergen oceniła pomoc Tajet-Foxell jako „nieprawdopodobną”. Ostatnio z jej pomocy korzystała Therese Johaug podczas tegorocznego Tour de Ski.
Z pomocy tej pani korzystali również kapitan i trener angielskiej reprezentacji w rugby Clive Woodward oraz dwukrotny mistrz olimpijski w wioślarstwie z Aten (2004) i Pekinu (2008) Norweg Olaf Tufte po załamaniu się psychicznym przed wyjazdem do Chin.

- Moim zadaniem jest doprowadzić pacjenta do przełamania granic głęboko w nim tkwiących i przeszkadzających w odniesieniu sukcesu tak, aby wyszedł z bezpiecznej dla niego sfery psychicznej.
- Obawa, przerażenie i strach w sytuacjach dramatycznych często występują u sportowców i bardzo szybko przechodzą na sferę fizyczną, paraliżują lub ograniczają ruchy. Moim zadaniem jest sprawienie, że zawodniczka staje się na okres startu kimś innym i przekracza swoje granice, nawet te, o których sądzi, że nie jest w stanie.

Całość- http://bit.ly/Vu5UGK („TdS: oto tajemnica odrodzenia Johaug?”)
dx
2013-01-24 11:13:31

Małysz z tamtego pierwszego okresu triumfów, wymieniał równie często prof. Żołądzia, bodaj fizjoterapeutę? Fizjologia to właśnie nauka. Może on miał większy udział w sukcesach Adama, niż profesor psychologii, która nauką nie jest. Może co najwyżej \"nauką\". Prandi może, psycholog może, a nawet sprzątaczka w klubie (albo i w mieszkaniu) może, ale kto ma najczęstszy i najbliższy kontakt z wym. trójki? O Bosku wic Ci się udał (-: Dobre! Ale wymieniłem też Wójtowicza. Ten nie ma stajni? A jeśli ma, to pewnie z anglikami, nie kucami (0: (aa, biologia to przecież chemia, podobnie i psychiatria. Dlatego słusznie napisałeś o tych farmaceutykach).
trep
2012-03-13 23:40:53

„(1)(3) Analogia jest nieuprawniona. Zarówno w fizjologii, jak w dietetyce rządzi fizyka (i chemia). To są nauki ścisłe.” Gdyby odniesienie do fizyki było podstawą mojej analogii, to fakt – byłaby ona nieuprawniona. Ale tam nic takiego nie ma. Jest odniesienie do biologii :-) W psychologii, jak w każdej nauce „miękkiej” jest bardzo mało praw. Dużo więcej jest prawidłowości. Nie zachodzących zawsze i wszędzie, ale których częstość występowania została wielokrotnie i na różne sposoby potwierdzona empirycznie. Podany przeze mnie przykład akurat jest jednym z tych nielicznych wyjątków i akurat w sporcie ma bardzo szerokie zastosowanie. Casus Jaya przywołałem w odniesieniu do tezy, że najlepiej pomaga praca z kimś, kto sam był wybitnym praktykiem (w tym przypadku – praktykiem kończenia piłek po 20. punkcie). Piszesz, że Prandi swą wiedzę może czerpać z rozmów z wybitnymi zawodnikami. Psycholog też może. Drugi trener może. Masażysta też. Pytanie jest takie, jak tę wiedzę przekaże. Bo wychwalając przewagi wybitnych praktyków zapomina się czasem, że bycie takowym nie musi iść w parze z umiejętnością przekazywania wiedzy. Czy Bosek sprawdziłby się w tej roli? Możliwe. Tylko czy np. Jay jest z jego stajni? Bo to mogłoby mieć znaczenie ;-) Jeszcze raz powtórzę – jeżeli trener jest w stanie „naprawić” zawodnika sam, to git majonez, żadne wsparcie z zewnątrz nie jest mu potrzebne.
Maynard
2012-03-13 12:22:17

Ja to się na psychologii w ogóle nie znam. Wszystkie moje argumenty to tylko analiza logiczna. I tak po kolei: (2)(5) „Im psycholog nie jest potrzebny. Co nie znaczy, że w ogóle nie jest potrzebny.” Ale i nie znaczy, że potrzebny. Ja nie używałem tego argumentu, jako dowód na to, że psycholog się nie przydaje, tylko jako brak dowodu na to, że się przydaje. „Skąd wniosek, że nie dawał? Wszak zdania innych zawodniczek nie znamy.” Znowu, to Dx używał argumentu, że dawał, a nie ja, że nie dawał. Podkreślam tylko, że nie jest to argument, że dawał. (1)(3) Analogia jest nieuprawniona. Zarówno w fizjologii, jak w dietetyce rządzi fizyka (i chemia). To są nauki ścisłe. Kostki czy chrząstki w kolanie działają na siebie z określoną siłą, pod określonym kątem a pod innym kątem będą działać z inną siłą, co da określony efekt. Jakie prawa fizyki rządzą głową zawodnika, co nie kończy decydujących piłek? Zdania „Całkiem jak ze wsparciem psychologa” nie przyjmuję (-: Właśnie wcale nie CAŁKIEM. Przynajmniej na chwilę obecną. Badania nad ludzkim mózgiem są coraz intensywniejsze. Może niewiele o nich czytamy, bo prowadzą je instytucje, które trochę dbają o swoją tajność. Być może w przyszłości będzie o mózgu wiadomo tyle, co dziś o stawach. Są np. już pierwsze eksperymenty czytania w myślach. Głowa delikwenta jest podłączona do komputra. Pokazuje się mu obrazki a podobne obrazki wyświetla monitor tego komputra. Z całą pewnością psychologia na chwilę obecną nie czerpie z tych badań wiedzy. (4) „Może warto byłoby spróbować z fachowcem?” Zdecydowanie! Ale zdaniem autora fachowcem jest właśnie Bosek a nie mgr psychologii. (7) „Jarosz nie kończył decydujących piłek. Prandi mu pomógł w tej kwestii.” Czy Prandi jest psychologiem sportowym? (-: Chodzi mi głównie o to, że Prandi był siatkarzem. Sam niewybitnym. Ale przebywał wśród wybitnych. A potem ich trenował. Oglądał ich zachowanie. Na treningu, na meczu, po meczu. Rozmawiał z nimi. Być może pytał, jak to jest, że po 20. punkcie grają lepiej, niż przed nim. Być może tę wiedzę przekazał Jaroszowi. A być może nie? Może Jaroszowi wystarczyła przeprowadzka do Włoch? Może mu wystarczyło, że Prandi go wpuszczał w każdym meczu, choćby nie wiem, jak kaszanił? Casus Dżejdżeja jest wg mnie argumentem potwierdzającym tezę felietoniku.
trep
2012-03-13 11:54:34

Niekoniecznie trzeba mieć dokładnie takei same doświadczenia. Można jednak mieć pewne doświadczenia, które pozwolą wyciągnąć wnioski przydatne i w innych dziedzinach życia. Nie uważam, że skoro Małsyz nie zadzwonił po raz kolejny po psychologa to oznacza, że ten mu nie wiele dał. To nie jest tak, ze jak psycholog raz pomoże, to problem zniknie na zawsze. Ale może Małysz następnym razem nauczony już był jak sobie z kryzysem poradzić i to robił? Po co miał więc dzwonić.
Zyta
2012-03-13 11:34:11

(1) To, czy psycholog sam uprawia/ł konkretny sport jest sprawą małej wagi. Od fizjologa czy dietetyka nikt tego nie wymaga. Yerkes-Dodson jest dla wszystkich ludzi taki sam. Związki wymiarów temperamentu z poziomem sprawności wykonania określonych zadań są takie same w populacji siatkarzy i, dajmy na to, biathlonistów. (2) Przytoczone są słowa KSD, przytoczony jest przykład Pedy. Robota psychologa to jest robota, która, nawet jeśli jest dobrze wykonana, nie będzie miała takich samych efektów na wszystkich zawodników/czek. KSD niewiele dawało, bo może ona nie potrzebuje takiego wsparcia. Peda zachowuje zimną krew, bo widocznie ma sprzyjający temu profil cech temperamentalnych. Im psycholog nie jest potrzebny. Co nie znaczy, że w ogóle nie jest potrzebny. (3) Swego czasu Ronaldo grał w Milanie. Klub ten ma cuś takiego jak MilanLab, gdzie zespół jajogłowych robi wszystko, żeby wydłużyć żywotność zawodników. I są w tym bardzo dobrzy, co pokazuje (chociaż ostatnio trochę mniej) średnia wieku pierwszej jedenastki rossonerich. Kiedy Ronaldo przyszedł do klubu, jajogłowi zajęli się jego kolanami i orzekli, że piłkarz musi nauczyć się inaczej biegać, bo źle rozkładają się obciążenia. I uczył się biegać od nowa, z powodzeniem zresztą. Czy to znaczy, że każdy piłkarz „źle” biega? Nie. Jednemu trzeba coś takiego zaordynować, a innemu nie. Całkiem jak ze wsparciem psychologa. (4) Znane są przykłady zawodników, którzy psychicznie wymiękają w ważnych momentach. Czas płynie, zmieniają oni kluby, pracują z różnymi trenerami, a problem wciąż nierozwiązany. Tu amatorskie psychologicznie zacięcie u trenerów może nie wystarczyć. Może warto byłoby spróbować z fachowcem? (5) „Jedna zawodniczka stwierdza, że psycholog „niewiele jej dawał” a inne nie mówią, że dawał wiele. Skąd, więc wniosek, że dawał?” Skąd wniosek, że nie dawał? Wszak zdania innych zawodniczek nie znamy. (6) Jeśli chodzi o przytoczone przez dx-a słowa Steve’a Petersa, to uważam, że doktor nie ma racji. Dobry psycholog też podnosi maskę. Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że psycholodzy robią to częściej niż psychiatrzy. Zresztą, robota, którą Peters wykonuje z kolarzami i Sullivanem, jest w większej mierze robotą „psychologiczną”. Roboty czysto „psychiatrycznej” jest tam mniej. No, chyba, że ich farmakologicznie wspomaga ;-) (7) Jarosz nie kończył decydujących piłek. Prandi mu pomógł w tej kwestii. Prandi nie był atakierem. Wniosek: nie trzeba samemu umieć kończyć decydujących piłek, żeby kogoś tego nauczyć.
Maynard
2012-03-13 10:58:29

1. \"Jak tyś to Trepie zrobił, że w Twojej długiej odpowiedzi przed cudzysłowami nie powchodziły ukośniki?\" Napisałem w łordzie. 2. \"Mnie przekonuje jedno, że nikt w sporcie nie zawracałby sobie głowy, nie tracił czasu ani kasy na psychologów, gdyby ich praca w konkretnych przypadkach nie przynosiła efektów. \" No, to absolutnie nie jest argument. Żyjemy w czasach ciemnoty. Ludzie nigdy nie wierzyli w gusła w takim stopniu, jak dziś. Nauka jest na usługach polityki i biznesu. Ludzie wierzą w homeopatię, radiestezję, globalne ocieplenie jako wynik działalności gatunku ludzkiego, horoskopy, wróżby. Nawet policja zatrudnia jasnowidzów ((((((((((-: Równie dobrze, jak we wszystkie powyższe zabobony można wierzyć w pomoc psychologa sportowego. 3. \"ale co powiesz na to, gdy podczas meczu doskonale wyszkoleni zawodnicy psują wszystko co się da i nic im nie wychodzi. Niejeden mecz, o czym niejednorotnie mówili fachowcy w komentarzach, bo nie ja to sobie wymyśliłem, przegrany został w szatni. Co i rusz się słyszy, że ktoś tam na boisku \\\"ma gorącą głowę\\\" czy \\\"jest zagotowany\\\". I co na to trenerzy? Najczęściej nic. Moje zdanie jest takie, że nie potrafili przygotować drużyny czy konkretnych zawodników mentalnie do meczu.\" Ależ oczywiście ja mówię o tym samym. W przykładzie, trener nie umiał nauczyć zawodnika, jak kończyć decydujące piłki. A teraz dalej: sporo komentatorów mówi: niech idzie do psychologa. A Sympatyk BA mówi: niech idzie do tego, co te piłki kończył. 4. Tym słabym trenerom nie przydała by się pomoc psychologa czy psychiatry, lecz trenera, który w takich sytuacjach sobie radził. 5. Rzecz jasna, możesz pozostać przy Swoim zdaniu, a mnie nic do tego. Jeśli jednak na publicznym forum, oprócz deklaracji, że choćby nie wiem co, Ty pozostaniesz przy Swoim zdaniu, przedstawiasz jeszcze argumenty, to ja te argumenty zbijam.
trep
2012-03-13 09:49:22

Jak tyś to Trepie zrobił, że w Twojej długiej odpowiedzi przed cudzysłowami nie powchodziły ukośniki? _ _ _ Ja żadnym ekspertem nie jestem. Czytam i wyciągam wnioski, przede wszystkim dla siebie żeby mieć swoje zdanie na temat. Ktoś inny, kto jest ekspertem, może mieć swoje zdanie. Ale nie ma ekspertów od wszystkiego. Mnie przekonuje jedno, że nikt w sporcie nie zawracałby sobie głowy, nie tracił czasu ani kasy na psychologów, gdyby ich praca w konkretnych przypadkach nie przynosiła efektów. Lepiej byłoby ten czas przeznaczyć na dodatkowe ćwiczenia np. zagrywki. Owszem, czasami trener potrafi nauczyć zawodników, ale co powiesz na to, gdy podczas meczu doskonale wyszkoleni zawodnicy psują wszystko co się da i nic im nie wychodzi. Niejeden mecz, o czym niejednorotnie mówili fachowcy w komentarzach, bo nie ja to sobie wymyśliłem, przegrany został w szatni. Co i rusz się słyszy, że ktoś tam na boisku \"ma gorącą głowę\" czy \"jest zagotowany\". I co na to trenerzy? Najczęściej nic. Moje zdanie jest takie, że nie potrafili przygotować drużyny czy konkretnych zawodników mentalnie do meczu. Dlaczego nie? Odpowiedzi udzieliłem - przede wszystkim na własny użytek - w pierwszym komentarzu. Ty masz inne zdanie. Kto ma rację? Fachowcy - Kobuszewski i Gołas. O zmianach zadaniowych, do których zawodnicy są odpowiednio przygotowani - nic dodać, nic ująć. Na koniec jeszcze jedno - jestem zdania, że niejednemu trenerowi również przydała by się pomoc psychologa lub psychiatry, bo na niejednym meczu widać było, że potrafią spanikować w krytycznych momentach i podczas przerw raczej przeszkadzają zespołowi niż pomagają, co kamery i mikrofony potrafią dokładnie wychwycić.
dx
2012-03-13 01:30:42

\"( _ _ _ - zamiast nowego akapitu, > _ < - zamiast cudzysłowów, do których dopisują się ukośniki)_ _ _ \" Sprzedawał gość na rynku maść przeciw szczurom. Zainteresowany przechodzień spytał, jak ta maść działa. \"Jak złapiemy szczura, podnosimy mu ogonek i pod tym ogonkiem smarujemy szczura tą maścią\" usłyszał. Oburzył się \"Panie! Jak ja szczura złapię, to mogę go pałką zatłuc!!\". A sprzedawca na to \"i tak można\".
trep
2012-03-12 22:00:28

Dx się napisał, a ja, ponieważ podzielam zdanie autora, odniosę się do Jego (tj. Dxa) argumentów. 1. „Pod drugą częścią wywiadu z G. Hoagiem znalazło się narzekanie, że nie ma dyskusji, bo o czym tu dyskutować”. Jak fizyk wyjaśnia, że puszczona flaszka spadnie (i się potłucze) z powodu grawitacji, nie oznacza to, że fizyk „narzeka” na grawitację. 2. „bo właśnie psycholog jest od tego, aby poradzić sobie z problemem mentalnie, zmienić swoje nastawienie do problemu, ale nie jest od wyleczenia takiego schorzenia - od tego są inni specjaliści”. Weźmy przykład. Zawodnik X nie kończy ataku w końcówkach setów, choć wcześniej wali, jak złoto. Idzie do psychologa, a ten ma mu nie pomóc kończyć tych ataków?? To po co ten X ma iść do tego psychologa? Nie kumam. 3. „Które są wartościowe”. Oczywiście te, które pozwolą mu skończyć te ataki. Widać, że zawodnik nie ma problemu z wiedzą, jak ułożyć rękę, czy wykonać nabieg, bo przed 20. punktem to umie. Więc nie chodzi o wskazówkę techniczną. 4. „żaden trener nie zatrudni psychologa, który się nie zna na rzeczy” Skąd ten wniosek?? Tezą felietonu, zdaje się, jest, że psycholog nie może się znać na rzeczy, o ile sam nie kończył tych decydujących piłek. 5. „Którego problemu? Precyzyjniej trzeba” Problemu niekończenia decydujących ataków, rzecz jasna. 6. „On ma zdobyć zaufanie zawodnika, któremu ma pomóc, a nie odwrotnie.” Jak to zrobi, skoro nie zna się na rzeczy? Powie: musicie mi ufać, bo ja jestem wielki psycholog? 7. „Oczywiście są zawodnicy, którzy mają to coś, że sobie radzą w najtrudniejszych sytuacjach psychologicznych, ale nie jest ich wielu”. Autor nie pisze, żeby chodzić do pierwszego lepszego, ale właśnie do jednego z tych niewielu. 8. O zmianach zadaniowych ładnie napisała Zyta. Nic dodać nic ująć. O trzymaniu na boisku tego a nie innego nic w felietonie nie ma. Nie wiem, skąd ten wątek się nagle pojawia. 9. Na koniec konkrety. Małysz. Miał lepsze i gorsze okresy, niezależnie od wieku. Bywało, że przegrywał wiele konkursów a potem zdobywał MŚ. Gdyby uważał, że psycholog mu pomógł za pierwszym razem, to korzystałby drugi i trzeci. A tego nie robił. Wniosek? Przypadek z Lepistoe jest idealnym potwierdzeniem tezy z felietonu. Nie „psycholog sportowy” a osoba, która ma praktyczne sukcesy w motywowaniu zawodników jest cenna. O’Sullivan. Kolejny przykład, gdzie zawodnikowi nie pomógł psycholog. Polski tenis. Trudno o lepszy argument przeciw skuteczności psychologów, jak ten że polscy tenisiści takiego zatrudniają. Pod względem stosunku punktów ATP do ilości mieszkańców Polska jest pewnie ostatnim krajem w Europie (-: Pesaro. Jedna zawodniczka stwierdza, że psycholog „niewiele jej dawał” a inne nie mówią, że dawał wiele. Skąd więc wniosek, że dawał?
trep
2012-03-12 21:57:49

Ja bym i nie przeceniała i nie zaniżała wartości psychologów sportowych. To wszystko zależy od człowieka. Natomiast co do fragmentu artykułu Anny Sznurowskiej, to zgadzam się z Sympatykiem. Dodam nawet, że zawodnicy tzw. zadaniowi znając swą rolę, potrafią się skupić na niej i popracować nad danym elementem na tyle, by wejść na boisko i nie zepsuć jej. Podam przykład nie z naszego podwórka, ale młodego Łotysza Janisa Pedy, w sezonach 09/10 - 10/11 zmiennika Vlado Nikolova w Cuneo. W sezonie 09/10 jego głównym zadaniem była zagrywka. Wchodził i ratował wynik, posyłając serie asów. Kiedu Cuneo doszło do finału, miało się mierzyć z Trentino, wtedy z Łukaszem na boisku, z powodu kontuzji Rafy, Cuneo zostało zmiażdżone w 1. secie. W 2. ocknęli się, ale Trentino podgoniło wynik do do bodaj 16:18. Giuliani wpuszcza na zagrywkę Pedę. Przypomnę: V-Day, jeden mecz, Trento wygrało 1. seta rostrzeliwując Cuneo jak kaczki swoją zagrywką (głównie Sala i Juantorena). Peda wchodzi na zagrywkę przy tym bodaj 16:18, a gdy schodzi jest 16:21. Ów Peda nie jest - jak to określił komentujący ten mecz Witold Roman - zawodnikiem, którego pożądałyby wszystkie parkiety świata czy nawet wszystkie kluby Serie A. A nie sądzę by Cuneo, mając grupę weteranów u siebie, zatrudniało psychologa. Do czego zmierzam? To nie było pierwsze takie wejście Pedy na zagrywkę. Zawodnik wytrenowany przez cały sezon do jednego zadania potrafi się na nim skoncentrować. Poza tym to nie jest tak, że urwie mu się głowę, jeśli popsuje serwis/nie zablokuje/nie przyjmie zagrywki. To jest wliczone w ryzyko. Ma określone zadanie, tak jak zawodnicy szóstkowi w odpowiednim ustawieniu lub przy odpowiednim dograniu po stronie przeciwnika mają postawić w tym i w tym miejscu blok, pójść tzw. opcją, lecz nie zawsze uda im się zablokować. Poza tym zawodnicy zadaniowi wybierani są do tych zadań również dlatego, że mają nie tylko techniczne umiejetności, ale i potrafią zachować zimną krew i trener wie, że nie zwolnią ręki w trudnym momencie. Jeśli trener wie, że ma w zespole dajmy na to zawodnika, który z zagrywką zrobi to co Aleksiev z pamiętną przechodzącą, oczywistym jest, że go nie pośle na zagrywkę nawet, jeśli jego flot cyz mocna zagrywka do linii są trudne w odbiorze. Tak ja to przynajmniej widzę.
Zyta
2012-03-12 17:20:19

Najlepszy okres Małysza nastąpił w okresie współpracy z psychologiem i bezpośrednio po tym okresie. Oczywiście później, chyba raczej z racji wieku, liczba zwycięstw zaczęła się zmniejszać. _ _ _ K.S.-D. nie powiedziała, że trening psychologiczny \"niewiele daje\", tylko że ona nie skorzystała z tego. Nie wiem, co na ten temat sądzą pozostałe zawodniczki Pesaro i ich trener. Widocznie innym mogło to coś dawać, firma zatrudniała psychologa. Gdyby był niepotrzebny, to kto by topił kasę? _ _ _ Trepie, co masz na myśli pisząc \'eksperckie stronki\'? Te, z których korzystał Autor artykułu? Bo ja z żadnych \'stronek\' eksperckich nie korzystałem, ot publicznie znane informacje dostępne na powszechnie dostępnych stronach nie-eksperckich.
dx
2012-03-12 01:28:46

No proszę. Komentarz lepszy od felietonu. To cecha experckich stronek. Ale Małysz potem miewał słabsze okresy a nawet sezony i już do psychologa nie wrócił. I KSD też podziela opinię, że psycholog niewiele daje.
trep
2012-03-11 22:42:25

( _ _ _ - zamiast nowego akapitu, > _ < - zamiast cudzysłowów, do których dopisują się ukośniki)_ _ _ Pod drugą częścią wywiadu z G. Hoagiem znalazło się narzekanie, że nie ma dyskusji, bo o czym tu dyskutować, skoro w artykule są oczywiste oczywistości. No i mamy dziś temat cokolwiek kontrowersyjny, do dyskusji. Zapewne każdy czytelnik będzie mieć swój pogląd na temat psychologii w sporcie. _ _ _ (1) Dowcip na wstępie na temat i pouczający, bo właśnie psycholog jest od tego, aby poradzić sobie z problemem mentalnie, zmienić swoje nastawienie do problemu, ale nie jest od wyleczenia takiego schorzenia - od tego są inni specjaliści. _ _ _ (2) >Psycholog, który nigdy nie był na boisku i nie brał udziału w sportowej rywalizacji, nie przekaże wartościowych wskazówek zawodnikowi.< Które są wartościowe? Pewnie, że nie w zakresie taktyki czy techniki - od tych spraw jest trener i jego pomocnicy. Natomiast poprzez trening psychologiczny (żadne doraźne wskazówki) wyszkoli mentalność zawodnika, aby sprawy spoza boiska nie miały wpływu na realizację taktyki meczowej ani wykonywanie zagrań, które podczas treningu wychodzą, a podczas meczu już nie. _ _ _ (3) >Żeby komuś coś doradzić, trzeba się znać na rzeczy.< - Oczywista oczywistość, bo żaden trener nie zatrudni psychologa, który nie zna się na rzeczy, tak samo jak nie zatrudni fizjoterapeuty, który ma tylko papier i zero praktyki. Gorzej, gdy trener ma się za wszystkowiedzącego, w tym również domorosłego znawcę psychologii. Owszem, zdarzają się tacy samoucy, co im wcale nie uwłacza zwłaszcza, gdy osiągnięcia ich bronią. _ _ _ (4) >... skoro często psycholog wykazuje się całkowitym brakiem zrozumienia problemu.< Którego problemu? Precyzyjniej trzeba, bo na pewno problemy taktyki i techniki nie są problemami do rozwiązania przez psychologa. On się ma zajmować tylko swoją dziedziną, w której jest specjalistą. Od taktyki, techniki, przygotowania fizycznego itd. są inni. _ _ _ (5) Kwestia zaufania psychologowi to sprawa psychologa, a nie zawodnika. On ma zdobyć zaufanie zawodnika, któremu ma pomóc, a nie odwrotnie. I najczęściej dobry psycholog to potrafi. _ _ _ (6) Zmiany zadaniowe to może jest problem psychologiczny dla zawodnika wchodzącego na boisko na jedno lub kilka zagrań. Decyzje trenerów są najczęściej zrozumiałe dla kibiców. Natomiast często niezrozumiałe są decyzje trenerów co do trzymania na boisku zawodników, którzy nie grają tego, co potrafią. Tyle tylko, że kibice nie wiedzą, co było w ciągu kilku wcześniejszych dni podczas treningów, co widział i wie trener. Rolą psychologa jest w tych sytuacjach przygotowanie wszystkich zawodników - zarówno podstawowych jak też rezerwowych - do takich sytuacji. Zgadzam się z Autorem, a nie zgadzam z p. A. Sznurowską, że >Efekt często nieosiągnięty. Konsekwencja emocjonalna pewna!< Właśnie rolą psychologa powinno być wyeliminowanie >konsekwencji emocjonalnych< w takich sytuacjach. _ _ _ (7) B. Gilbert psychologiem zawodowym pewnie nie jest, ale ma dar, którego innym brakuje i dlatego może doradzać. Oczywiście są zawodnicy, którzy mają to coś, że sobie radzą w najtrudniejszych sytuacjach psychologicznych, ale nie jest ich wielu. _ _ _ (8) Na koniec konkrety, a nie teorie. _ _ (a) Przypomnijmy sobie, że Adam Małysz w pewnym momencie przestał osiągać sukcesy i zamierzał zakończyć karierę. Czy nie potrafił skakać? Czy nie wygrał wcześniej wielu konkursów? Miał umiejętności i umiał wygrywać, a jednak w pewnym momencie wystąpił problem. Ówczesny jego trener T. Tajner zatrudnił mu psychologa, i to nie byle jakiego, który problem rozwiązał. Oczywiście nie było to stanie przy belce startowej i dawanie doraźnych rad, tylko systematyczny trening psychologiczny, podobny do innych treningów. Efekt był i A. Małysz, gdy wspomina o tamtym okresie swojego uprawiania sportu, nigdy nie pomija roli, jaką odegrał psycholog. Dodajmy, że wymaganie przez A. Małysza na zatrudnienie dla niego trenera H. Lepistoe mogło też mieć podłoże psychologiczne. _ _ (b) Drugi przykład to snookerzysta Ronnie O\'Sullivan - jeden z mistrzów, grający zawodowo od 1992 roku, który - podobnie jak A. Małysz - nieco ponad rok temu \"przestał grać\". Był gotów, podobnie jak A. Małysz, zakończyć zawodowe uprawianie snookera. Ponieważ snookerzysći sami sobie muszą radzić, to sobie poradził. Skorzystał z pomocy nie psychologa, ale psychiatry Steve\'a Petersa, który pracował z brytyjskimi kolarzami przed igrzyskami w Pekinie, skąd przywieźli oni 8 złotych medali. Efekt już jest. Wprawdzie chętnych do objęcia sookerowego tronu jest wielu, ale Ronnie skutecznie wrócił do czołówki walczących o pierwsze miejsca w turniejach. (www.eurosport.pl/snooker/mistrzostwa-swiata/2010-2011/ronnie-chcial-sie-wycofac_sto2748957/story.shtml > Doktor Steve Peters do niedawna, jak sam przyznawał, był prawdopodobnie jedynym psychiatrą pracującym z czołowymi brytyjskimi sportowcami. Różnicę między psychologiem sportowym a psychiatrą opisywał kiedyś obrazowo: - Psycholog może pokazać ci, jak prowadzić samochód. Psychiatra podniesie maskę, pokaże ci, jak działa silnik, a dopiero potem nauczy cię prowadzić. Kiedy przytrafia się krytyczny moment, moment załamania, podopieczny psychiatry będzie w lepszej sytuacji. <) _ _ (c) Skoro wspomniano o tenisie, warto wiedzieć, że polscy tenisiści również korzystają z \"usług\" psychologa. Siemens AGD Tennis Team Polska, skupiający m.in. deblistów Mariusza Fyrstenberga i Marcina Matkowskiego, korzysta z usług Pawła Habrata, autora wydanej w listopadzie ubiegłego roku książki \"Uwierzyć w wygraną\". _ _ _ Na koniec swojej wypowiedzi dodam, że bynajmniej nie przekreślam roli trenerów w psychologicznym przygotowaniu sportowców do walki o medale na wszelkich arenach sportowych. Wydaje mi się jednak, że to jest raczej amatorszczyzna. W miarę posiadanej charyzmy jeden trener potrafi to lepiej, inny gorzej. Najczęściej ci z największymi osiągnięciami radzą sobie z psychologicznym przygotowaniem swoich podopiecznych. Zapewne niejeden trener doszkala się w tej dziecinie w ramach samokształcenia. Jednak normalny trening psychologiczny (nie doraźne działania przed zawodami czy podczas przerw) dla wielu sportowców byłby najkorzystniejszym rozwiązaniem. Na koniec warto wspomnieć wypowiedź K. Skowrońskiej - Dolaty o systematycznych spotkaniach zawodniczek Pesaro z psychologiem. Wprawdzie stwierdziła, że jej osobiście niewiele to dawało, jednak wraz z całym zespołem brała udział w tych zajęciach. Szerzej nie podała, jak te zajęcia przebiegały.
dx
2012-03-11 19:40:53

« Poprzednia 1 Następna »

Ostatnio dodane

Zagraniczne

Polskie

English version

Transfery

Felietony

Tłumaczenia

Współpracujemy

Znajdź nas na:

Reklama z blokaut.net:

Nasza witryna wykorzystuje Cookies


Witryna wykorzystuje cookies w celu poprawnej realizacji dostarczanych usług i informacji oraz w celach gromadzenia anonimowych informacji statystycznych, dotyczących używania serwisu przez użytkowników.
Kontynuując przeglądanie serwisu bez zmian ustawień przeglądarki akceptujesz zapisywanie plików cookies.

X